czwartek, 28 lutego 2013

Ciekawe słówka (cz. 5)



die Gunst der Stunde nutzen - wykorzystać okazję

Ich habe die Gunst der Stunde genutzt und die Festanstellung aufgegeben. - Wykorzystałam okazję i zrezygnowałam ze stałej pracy.

Słowo "der Unterricht" bardzo często jest źle stosowane.  

der Unterricht - oznacza ogół lekcji, może oznaczać też jedną lekcję. Słowo występuje w liczbie pojedynczej. W liczbie mnogiej należy powiedzieć "die Unterrichtsstunden"

Der Unterricht dauert heute von 8 bis 15 Uhr. - Lekcje trwają dzisiaj od 8 do 15. 

Hast du morgen Unterricht? - Czy masz jutro lekcje?

das Seminar – ćwiczenia, zajęcia na studiach

Ich habe morgen 5 Seminare. - Mam jutro 5 zajęć. 

die Stunde (die Unterrichtsstunde) – lekcja

Die erste Stunde beginnt um 7:55 Uhr. - Pierwsza lekcja zaczyna się o 7:55. 

Słowa "erhalten", "bekommen" i "kriegen" to synonimy, ale różnią się na poziomie stylistycznym. Słowo "erhalten" jest dosyć podniosłe, podczas gdy "kriegen" używa się głównie w języku mówionym i nie można tak napisać np. w oficjalnym piśmie.

erhalten - erhielt - hat erhalten
bekommen - bekam - hat bekommen
kriegen - kriegte - hat gekriegt

erhalten – otrzymać 

Die Königin hat während des Besuchs in Australien viele Geschenke erhalten. -
Królowa otrzymała podczas wizyty w Australii wiele prezentów. 

bekommen - otrzymać, dostać 

Was hast du von deinen Freunden bekommen? - Co dostałeś od przyjaciół? 

Ich habe mein Gehalt noch nicht bekommen. - Jeszcze nie otrzymałem mojej pensji. 

Gestern Nachmittag haben wir Post bekommen. - Wczoraj popołudniu dostaliśmy pocztę.

kriegen - dostać 

Er kriegt 10 Euro für die Stunde. - On dostaje 10 euro za godzinę.

Gutes Gelingen! - powodzenia! Czasami mówi się tak zamiast "Viel Erfolg!" 

etw. greifbar haben - mieć coś pod ręką, w zasięgu ręki 

Meine Tasche steht auf dem Schreibtisch, weil ich sie immer greifbar haben will. - Moja torebka stoi na biurku, bo zawsze chcę ją mieć w zasięgu ręki. 

etw. in die Finger holen - wziąć coś w ręce 

Vielleicht hole ich das Buch noch einmal in die Finger. - Byź może jeszcze wezmę tę książkę do ręki. 

im Begriff sein, etw. zu tun - właśnie zamierzać coś zrobić 

Sie war gerade im Begriff, einkaufen zu fahren. - Ona właśnie zamierzała pojechać na zakupy.

für meine Begriffe - według mojej wiedzy 

Für meine Begriffe war es kein Wissenschaftler, sondern ein Laie. - Według mojej wiedzy to nie był naukowiec, lecz laik.

czwartek, 14 lutego 2013

Ciekawe słówka (cz. 4)



eine brotlose Kunst – sztuka, która nie przynosi pieniędzy, nie zapewnia chleba

Alle sagen mir, dass Malerei eine brotlose Kunst ist.  - Wszyscy mówią mi, że malarstwo to zajęcie nie zapewniające utrzymania.

wetterfühlig – wrażliwy na zmianę pogody

Ich bin nie wetterfühlig gewesen. - Nigdy nie byłam wrażliwa na zmiany pogody.

jmdm. kondolieren - składać komuś kondolencje

Sie hat ihr zum Tode ihrer Mutter kondoliert. - Ona złożyła jej kondolencje z powodu śmierci matki.

das Merkbuch (die Merkbücher) – inne słowo na Terminkalender, kiedyś było używane częściej niż dzisiaj

den Schirm ausspannen – rozłożyć parasol

Du kannst deinen Schirm im Flur ausspannen. - Możesz rozłożyć parasol w korytarzu.

Wasser predigen - lać wodę 


Statt konkret zu reden, predigt er nur Wasser. - Zamiast mówić konkretnie, tylko leje wodę.

im Kopf rechnen - liczyć w pamięci (jak widać, Niemcy mówią - liczyć w głowie) 

Kannst du schnell im Kopf rechnen? - Umiesz szybko liczyć w pamięci?

bei Adam und Eva sein - być na samym początku czegoś 

Wenn es um die spanische Sprache geht, bin ich nicht ganz bei Adam und Eva, aber ich muss noch viel nachholen. - Jeśli chodzi o hiszpański, to nie zaczynam od samego początku, ale muszę jeszcze dużo nadrobić.

Jeder hat sein Päckchen zu tragen. - Każdy musi znosić swój los.

środa, 6 lutego 2013

Bez samochodu, ale z powodzią

Tak jak obiecywałam, chciałabym w końcu zacząć pisać o moim zwariowanym życiu w Niemczech.

Mieszkam w regionie, gdzie są same miasteczka i wioseczki. Moja mieścinka ma 5.000 mieszkańców, dookoła same wioski. Jest w pobliżu jedno miasto, które ma 20.000 mieszkańców i uchodzi tutaj za duże, bo przynajmniej mają centrum handlowe. Do najbliższego naprawdę dużego miasta trzeba jechać 50 minut samochodem.

Nie mam ani prawa jazdy, ani samochodu. Swego czasu nie posłuchałam rodziców i nie poszłam na kurs prawa jazdy, tak więc nigdy nawet nie próbowałam go zrobić. Od tego czasu często sobie obiecuję, że w końcu to zrobię, ale odpowiedni moment jakoś nie nadchodzi.

W moim regionie bardzo ciężko jest żyć bez samochodu. Kiedy ludzie słyszą, że go nie mam, to zawsze bardzo dziwią się, że żyję tu bez auta. Każdy jest w szoku i robi wielkie oczy. No cóż, sama jestem tym bardzo zaskoczona. W regionie tym wylądowałam zupełnym przypadkiem. Gdybym swego czasu miała jakiś wybór, to na pewno wolałabym mieszkać w dużym mieście. Życie moje potoczyło się i toczy się jednak w szalony sposób.

Nie ma tutaj połączeń autobusowych pomiędzy poszczególnymi miasteczkami i wioskami. Tzn. widuję czasami autobusy, ale jeżdżą raz czy dwa razy na dzień. Swego czasu szukałam pracy i 95% ofert dla mnie odpadało, bo nie mam prawa jazdy. Jak mogłabym dojechać do pracy, skoro nie mam samochodu? Tak to u nas jest. Nie znam nikogo, kto nie miałby samochodu. Kiedy chcę odwiedzić przyjaciół, to oni muszą mnie odebrać, bo nie mam jak się do nich dostać. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że moi najlepsi przyjaciele mieszkają na górze wznoszącej się nad miastem. Raz, tylko raz próbowałam tam wjechać rowerem i już nigdy nie będę próbować. Pod górkę musiałam prowadzić ten rower, a kiedy potem zjeżdżałam na dół, to skończyło się to fatalnym wypadkiem. Straciłam panowanie nad rowerem i uderzyłam w barierkę koło drogi. Miałam ogromne szczęście, że akurat nie przejeżdżał żaden samochód, bo byłoby po mnie. Jeśli uderzyłabym głową w tę barierkę, to byłby koniec. Ale powiem w tym momencie jedno: to nieprawda, że człowiekowi przelatuje całe życie przed oczami, kiedy ma zginąć. W momencie kiedy przekoziołkowałam na moim rowerze, myślałam raczej o tym, że szkoda, że umieram w taki sposób. Pamiętam, że pomyślałam też o moich rodzicach. Kiedy już leżałam na ziemi, nie mogłam uwierzyć w to, że przeżyłam. Minęła dłuższa chwila, zanim udało mi się podnieść. Wieczorem jednak strasznie zaczęła mnie boleć głowa i poszłam do szpitala. Okazało się, że mam wstrząśnienie mózgu. Od tamtej pory już nigdy nie próbowałam wjechać rowerem na tę górę. W ogóle unikam jeżdżenia na rowerze, bo moje miasto jest bardzo specyficzne. Leży na wzniesieniach, cały czas jest: góra, dół, góra, dół. Kobiety nie noszą tutaj szpilek.

Bez samochodu jest też trudno dlatego, że kiedy mam gdzieś się dostać, to muszę zaplanować pół dnia, często cały dzień. Jeśli się da, to jadę pociągiem. Jeśli się nie da, to nie jadę w ogóle. W środy prowadzę teraz kurs polskiego dla Niemców w pobliskim mieście. Miasto to jest tylko 20 km od mojego, ale co z tego, skoro nie ma tam dojazdu? Muszę jechać pociągiem, potem się przesiąść, a potem jeszcze autobusem. Kurs jest o 18:00, a ja o 15:00 muszę wyjść z domu, a przecież to "tylko" 20 km!!! Na powrotny pociąg o 20:00 wyrabiam się tylko dlatego, że jakiś uczestnik kursu zawsze podrzuci mnie na dworzec. Inaczej musiałabym czekać godzinę na następny pociąg, co zresztą już nieraz mi się zdarzyło. Dlatego zawsze mam przy sobie książkę, którą w takiej sytuacji mogłabym czytać w trakcie czekania. Gdybym miała samochód, to dojazd na ten kurs i z powrotem zająłby mi 2,5 godziny. Bez samochodu jest to 6-7 godzin, ale co mam zrobić? Raz musiałam pojechać na badanie do szpitala oddalonego zaledwie o 12 km i musiałam poprosić przyjaciółkę, żeby mnie zawiozła, bo inaczej nie mogłabym się tam dostać. Szpital jest położony tak jak wszystkie szpitale tutaj: na wysokiej górze. Nie wiem dlaczego, ale tak jest. To dotyczy również wielu firm, przedsiębiorstw, hoteli: leżą na wzniesieniach, na które prowadzą wjazdy z ostrymi zakrętami i można się tam dostać tylko samochodem albo samolotem, bo są tam też lądowiska dla małych samolotów.

Na początku mojego pobytu tutaj nie wiedziałam, jak to wszystko funkcjonuje. Raz spóźniłam się na ostatni pociąg do mojej mieściny i musiałam nocować na dworcu. Cóż, przynajmniej miałam wtedy gwarancję, że nie spóźnię się na pierwszy pociąg :)

Życie bez samochodu jest o tyle denerwujące, że kiedy pada deszcz i muszę udać się gdzieś daleko, to wyglądam jak zmokła kura (czy jakoś tak). Ostatnio miałam taką sytuację: musiałam udać się do miasta oddalonego o 35 km. Tego dnia strasznie padało i wiał bardzo silny wiatr. Nie dało się utrzymać parasola, więc niesamowicie zmokłam. Mogłam sobie darować wcześniejsze mycie włosów i robienie makijażu, bo wyglądałam potem tak, jakbym tego nie zrobiła. Dlatego kiedy mam gdzieś pojechać, to zawsze planuję to tak, żeby mieć jeszcze chwilę na doprowadzenie się do porządku w jakiejś toalecie. Muszę zabrać cały ekwipunek: kosmetyki i czasami ubranie na zmianę, dlatego zawsze jestem obładowana torbami i wyglądam, jakbym gdzieś wyjeżdżała, podczas gdy jadę tylko na pół dnia do miasta oddalonego o kilkanaście km (!). Cóż jednak innego mogę zrobić?

Jestem tak zajęta, że już od kilku tygodni próbuję pójść do banku. Jeśli już mam chwilę wolną, to w południe, a w południe bank jest zamknięty (przerwa obiadowa). Bank jest na drugim końcu miasta. Gdybym tak miała samochód, to mogłabym po prostu szybko podjechać, a tak muszę zaplanować 2 godziny na spacerek tam i z powrotem. Podobnie jest z zakupami - supermarkety są po drugiej stronie miasta.

Czy mam zamiar zrobić prawo jazdy? Nie mam takiego zamiaru. Po pierwsze: nie mam pieniędzy na kurs, bo w Niemczech zrobienie prawa jazdy jest bardzo drogie, a ja takich pieniędzy na oczy nie widziałam. Po drugie: już przyzwyczaiłam się do takiego życia. Kiedy marnuję czas na dojazdy, to zawsze przysięgam sobie, że w końcu zrobię to głupie prawko, ale nigdy nic z tego nie wychodzi. W najbliższych miesiącach też na pewno nie wyjdzie, bo nie mam czasu na chodzenie na kurs. Jest on wieczorem, a ja wieczorami mam pracę, więc odpada. 

Mieszkam nad dużą rzeką. Już od dwóch tygodni non stop pada deszcz. Skutkiem tego jest powódź. Poziom wody w rzece jest już bardzo wysoki, w wielu miejscach wylewa. Tutaj całe życie toczy się wokół rzeki, wiele rzeczy i ludzi jest od niej zależnych. Rejsy dla turystów zostały już wstrzymane.  Kiedy rzeka wylewa, to ulice są zamykane i do wielu miejscowości nie można się dostać. Tzn. może inni mają ten problem, ale ja nie, bo jeśli już jadę, to pociągiem, a tory są na dużej wysokości, więc na razie nie grozi im zamknięcie. Kiedy dzisiaj jechałam pociągiem na kurs polskiego, to patrzyłam w dół, na rzekę, i ogarniało mnie przerażenie. Domy nad rzeką są już podtopione, wiele ulic jest zalanych. Z góry doskonale to było widać. Ja mieszkam ok. 300 m od rzeki, na trochę wyższym poziomie, i nie powinno zalać mojej ulicy, ale nigdy nie wiadomo. Mam nadzieję, że w końcu przestanie padać, ale prognozy pogody nie są niestety optymistyczne pod tym względem. Ma padać dalej. Nawet nie chcę o tym myśleć. Miejmy nadzieję, że nie będzie tak źle.

Mam też nadzieję, że ten post nie był taki nudny i że nie dało się go przeczytać. Wiem, że stylistycznie może nie jest doskonały, ale wyszłam już z wprawy w pisaniu po polsku, gdyż teraz piszę tylko po niemiecku.

Następny post będzie pod tytułem: "Ordnung muss sein" :) Potem napiszę też o tym, jak bardzo nienawidzę przerwy obiadowej.

sobota, 2 lutego 2013

Ciekawe słówka (cz. 3) i projekt

W końcu znajduję moment, żeby tu napisać. Naprawdę chciałabym częściej, ale nie da się, jeśli chcę, żeby posty były porządne, a nie "na odwal się". Moje życie chyba nigdy nie było tak intensywne jak teraz, ale jedno wiem na pewno: jeśli kiedyś będę miała dzieci, to będę miała co im opowiadać. Oj, będę miała. Może jeszcze kiedyś napiszę o moim szalonym życiu. Na razie to, co miałam kiedyś czas napisać o mnie, można znaleźć w zakładce powyżej. Kiedyś moje życie było nudne. Teraz na pewno nie mogę powiedzieć, że jest nudne.

Niedawno rozpoczęłam na własną rękę ciekawy projekt. Bardzo interesuję się II wojną światową (kiedyś będę jeszcze studiować historię). Postanowiłam dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądała II wojna światowa z perspektywy Niemców, zwykłych ludzi żyjących w małych miejscowościach. Dotarłam tu do starszych osób, które teraz mają ponad 90 lat i już sporo się dowiedziałam. Niedługo na pewno to opiszę, bo jest to niezwykle ciekawe. Odczuwam potrzebę, żeby wiedzieć, jak to wyglądało i co ludzie naprawdę wiedzieli, a czego nie. Opowieści takich starszych osób mogłabym słuchać godzinami. Oczywiście nie mam takiej możliwości, bo oni nie zawsze chcą wracać do bolesnych wspomnień i muszę uważać, żeby ich nie zranić i kierować rozmowę tak, żeby sami chcieli opowiedzieć. Muszę poznać prawdę, dopóki jestem w Niemczech i dopóki są jeszcze ludzie, którzy mogą o tym opowiedzieć. Niedawno dowiedziałam się, że w wiosce niedaleko mnie było w czasie wojny jedno z niemieckich zagłębiów nazizmu, więc chcę się teraz skontaktować z kimś, kto coś mi o tym opowie. Muszę się tym zająć, bo nie wiem, jak długo tu jeszcze zostanę.

Teraz przejdę do ciekawych słówek, które miałam okazję usłyszeć.

idiotensicher – dosłownie coś bezpiecznego dla idiotów. Już wyjaśniam, o co chodzi. Idiotensicher może być np. aparat fotograficzny: na tyle prosty w obsłudze, żeby nawet idiota umiał się nim posługiwać.

Eine Digitalkamera, die ich kaufen möchte, soll idiotensicher sein. - Aparat cyfrowy, który chciałabym kupić, ma być banalnie prosty w obsłudze. [mój taki jest :)] 

im Kopf klar bleiben – trzeźwo myśleć; wyrażenie to odnosi się przede wszystkim do starszych ludzi, którzy nie mają problemów z pamięcią, np. ktoś może powiedzieć:

Ich freue mich, dass ich im Kopf klar geblieben bin. - Cieszę się, że nadal trzeźwo myślę. 

Ist das dir ein Begriff? – czy wiesz, o co chodzi? Czy znasz to pojęcie?

Ich reiste einmal mit der Moselbahn. Ist das dir ein Begriff? - Podróżowałam raz Moselbahn. Czy znasz to pojęcie?

(der) Reißteufel – tak można określić kogoś takiego jak ja, czyli człowieka, który nie może usiedzieć w miejscu i jest niespokojny, jest cholerykiem.

das (w liczbie mnogiej oczywiście die) Tischkärtchen – karteczki z nazwiskami, które kładzie się na stole, np. przed przyjęciem, żeby goście wiedzieli, gdzie mają usiąść

(die) Backleute – ludzie, którzy lubią piec. Można powiedzieć też „backfreudige Leute”

das Backzeug – przyrządy do pieczenia (foremki, keksówki itp.)

Ich bewahre mein Backzeug im Schrank in der Küche auf. - Przechowuję moje przyrządy do pieczenia w szafce w kuchni. 

Ostatnio weszłam w posiadanie przyrządów do pieczenia sprzed II wojny światowej :) Nie wiem co prawda, za ile lat będę miała czas, żeby coś upiec (np. jakieś ciasteczka). Może na komunię mojej chrześnicy. Miło byłoby wykorzystać wtedy te rzeczy. Są to niemieckie przyrządy, muszę kiedyś zrobić ich  zdjęcie i pokazać je na tym blogu. 

Plany na kolejne posty:
- cały czas słówka
- II wojna światowa z perspektywy Niemców
- Polacy w Niemczech
- jak naprawdę wygląda życie w Niemczech (wady i zalety w moich oczach) 
- ciekawe miejsca, które odwiedziłam w Niemczech i w Luksemburgu 

Mam nadzieję, że zrealizuję te plany w 100%.