wtorek, 29 października 2013

25 faktów o mnie

Skoro ten temat jest na blogach popularny, to i ja się przyłączam.

1. Jestem pracoholiczką. Jeszcze nigdy nie wzięłam urlopu, pracuję od poniedziałku do niedzieli i nie umiem odpoczywać. Dlatego jestem samotnikiem.
2. Bardzo lubię uczyć. Już od dziecka nie wyobrażałam sobie innego zawodu.
3. Zawsze nienawidziłam tłumaczyć, ale ostatnio zaczynam to lubić.
4. Lubię pisać teksty czy artykuły naukowe. Gdybym tylko mogła, to poświęciłabym się całkowicie studiowaniu i analizie literatury. Siedziałabym całymi dniami i interpretowała.
5. Jestem molem książkowym. Uczę się różnych języków m.in. po to, żeby czytać książki w oryginale.
6. Moim pierwszym językiem obcym był angielski, potem niemiecki. W niemieckim jednak zakochałam się od pierwszej lekcji w 5 klasie podstawówki. Już wtedy postanowiłam, że kiedyś będę studiować ten język i przez te wszystkie lata to się nie zmieniło. Znam hiszpański, uczę się francuskiego i fińskiego. Miałam krótki epizod z włoskim, ale nie lubię tego języka.
7. Bardzo lubiłam studia germanistyczne, do tej pory tęsknię za nimi. Za czasem, kiedy mogłam zgłębiać niemiecki i nie zajmować się niczym innym.
8. Mam paniczny lęk wysokości. Już jako dziecko nie chciałam, żeby ktoś huśtał mnie na huśtawce. Jestem ciekawa, skąd się u mnie wziął ten lęk. Jest to jeden z powodów, dla których bezpiecznie mieszkam sobie na parterze.
9. Nie boję się ciemności. Czasami chodzę w nocy do lasu i wcale nie boję się dzików i innych leśnych stworzeń.
10. Nie boję się śmierci. Jestem ciekawa, jak to jest umierać.
11. Mam obsesję na punkcie oszczędzania pieniędzy. Nad każdym wydatkiem długo myślę.
12. Uważam, że uczenie się łaciny ma sens. Kiedyś ją umiałam, ale zapomniałam. Planuję powtórzyć.
13. W marzeniach jestem himalaistką zdobywającą najwyższe szczyty Himalajów i Karakorum. Czytam literaturę górską i bardzo podziwiam himalaistów. Moje marzenie nigdy się nie spełni przez lęk wysokości, ale w snach na pewno nadal będę zdobywać K2 albo Nanga Parbat, czyli dwie najtrudniejsze góry świata.
14. Lubię muzykę klasyczną i nie mówię tego tylko dlatego że tak wypada, ale naprawdę ją bardzo lubię.
15. Lubię telenowele meksykańskie, wenezuelskie, kolumbijskie i peruwiańskie. To właśnie z nich bardzo skutecznie nauczyłam się hiszpańskiego. Kiedy je oglądam, to siedzę z zeszytem i zapisuję ciekawe wyrażenia.
16. Jestem chorobliwie ambitna i czasami siebie za to nienawidzę.
17. Nie lubię kotów, psów i dzieci. Do szału doprowadza mnie miauczenie kotów, szczekanie psów i płacz dzieci, a ogólnie mało rzeczy potrafi wyprowadzić mnie z równowagi. Nie zachwycam się dziećmi, bo moim zdaniem nie są ani słodkie, ani urocze.
18. Jestem bardzo pewna siebie. Czasami chyba za bardzo.
19. Nigdy nie wychodzę z domu bez parasola, chusteczek higienicznych i lusterka.
20. Nie umiem posługiwać się telefonami dotykowymi. Mam starą komórkę z klawiaturą, którą kupiłam 8 lat temu. Niedawno kupiłam smartphone'a, ale przeraziła mnie ta technika i postanowiłam oddać go siostrze. Zdenerwowałam się, kiedy nie umiałam odebrać, jak ktoś dzwonił albo jak nie umiałam wyłączyć dzwonków.
21. Lubię uczyć Niemców polskiego. Na początku mi się to nie podobało, ale potem polubiłam to zajęcie.
22. Nie mam prawa jazdy i nie mam zamiaru go zrobić. Zdaję się na własne nogi i na Deutsche Bahn.
23. Kiedyś byłam uzależniona od czekolady.
24. Jestem uzależniona od mandarynek i od herbaty.
25. Zbieram znaczki pocztowe. Najcenniejsze w mojej kolekcji pochodzą z Indonezji i Jamajki.

niedziela, 27 października 2013

O gramatyce

Uczę niemieckiego już od wielu lat, niedługo minie 10. Obserwuję, że wiele osób chce mówić po niemiecku i nie zdaje sobie sprawy z tego, że szczypta gramatyki jest jednak potrzebna. Moim zdaniem nie można zaniedbywać gramatyki w nauczaniu języka obcego. Chciałam się wypowiedzieć na ten temat, gdyż dzisiaj widzę zbyt wiele kursów w rodzaju: "tylko komunikacja, zero gramatyki". Moim zdaniem nie ma czegoś takiego, gdyż uczący prędzej czy później nie będzie wiedział, na jakiej zasadzie tak właściwie powstają zdania. Niedawno pewna osoba, która uczyła się niemieckiego ze słuchu zapytała mnie dlaczego w zdaniu np. "ich habe gemacht", jest "habe", skoro to znaczy "mam". Nic dodać, nic ująć. Trzeba się nauczyć, że jest to czasownik posiłkowy i na jakiej zasadzie on tu funkcjonuje. Obserwuję, że obcokrajowcy uczący się niemieckiego ze słuchu prawie nigdy nie stosują czasowników posiłkowych, no ale skąd mają umieć je stosować?

Myślę, że oczywiście komunikacja powinna stać w centrum zainteresowania, ale i gramatykę trzeba tu mądrze wciskać, żeby uczeń nie mówił wykutymi na pamięć zdaniami, które są dobre na wyjazd turystyczny, a nie na egzamin czy do pracy. W takiej sytuacji ciągle będą wątpliwości co do kontekstu użycia danego słowa czy do połączenia ze sobą wyrazów.

Moim uczniom staram się uświadamiać powyższe fakty. Są lekcje, kiedy gramatyka stoi w centrum, ale stawiam nacisk na szybkie stosowanie poznanych struktur. Wtedy człowiek widzi, że to wszystko ma sens i że naprawdę jest potrzebne. Jak to powiedział mój znajomy Niemiec - probieren geht über studieren. Sama nauka nie wystarczy, trzeba jeszcze stosować.

Na pewno nie przestaną mnie denerwować reklamy szkół językowych, które oferują lekcje w stylu "zero wysiłku, zero zakuwania". Tak uczą się chyba tylko dzieci. Bez pracy nie ma kołaczy.

czwartek, 17 października 2013

Rzecz o pogrzebach + słownik pogrzebowy

Dzisiaj pomyślałam, że napiszę o tym, jak w Niemczech wygląda kultura umierania. Napiszę o tym, co usłyszałam od Niemców. Jest pod tym względem kilka różnic w stosunku do Polski, dlatego uważam że ten temat jest godny poruszenia go na blogu.

Niemców, którzy byli w Polsce na Wszystkich Świętych, zawsze fascynuje oprawa tego święta. Słyszałam wielokrotnie zachwyty nad tym, że cmentarze są wtedy u nas pełne, że groby są ładnie przybrane. Słyszałam też wyrazy zdziwienia tym, że tak trudno jest znaleźć wtedy miejsce parkingowe w pobliżu cmentarza. Niesamowite wrażenie pozostawiają oczywiście cmentarze wieczorem, kiedy są rozświetlone przez palące się znicze. Ogólnie w Niemczech ludzie nie chodzą na cmentarz tak często jak w Polsce.

Mam wrażenie, że Niemcy, którzy wiedzą coś o Polsce, zazdroszczą Polakom tego, że u nas więzy rodzinne nadal są dosyć silne. Przejawia się to również na pogrzebach, kiedy jedzie się nawet na drugi koniec Polski, kiedy umiera ktoś blisko spokrewniony. W Niemczech też tak bywa, ale mam wrażenie, że pogrzeby są bardziej kameralne niż w Polsce. Nie ma gromady wieńców i coraz częściej zwłoki są palone. Kremacja jest tutaj czymś normalnym - nie tylko wśród protestantów, ale i wśród katolików. Niedawno po raz pierwszy byłam na pogrzebie z urną. Było to dla mnie trochę dziwne doświadczenie, ale równocześnie ciekawe. Na pogrzebach praktycznie zawsze stoi w kościele zdjęcie zmarłego.

Oczywiście nie każdy chce, żeby jego zwłoki zostały spalone. W takiej sytuacji idzie się do notariusza i sporządza odpowiednie dokumenty. Tak zrobiła np. moja sąsiadka, która chce mieć gwarancję, że zostanie pochowana w trumnie, a nie w urnie.

Jeszcze jedna uwaga co do nagrobków. Po pierwsze to w Niemczech nie są one tak strojne jak często bywa w Polsce. Coraz częściej słyszy się o sytuacjach, kiedy ludzie życzą sobie, żeby po śmierci na ich nagrobkach nie wyryto ani imienia, ani nazwiska, gdyż wiedzą, że nikt nie będzie potem dbał o te nagrobki. Znam również osoby, które wcześniej określają, w czym chcą zostać pochowane, np. moja znajoma zażyczyła sobie, żeby pochowano ją w dżinsach i swetrze. Stypa odbywa się prawie zawsze. Niedawno byłam na stypie, która odbyła się w hotelu. Było coś do jedzenia (przystawki) i picia (kawa, woda, wino). Wspominaliśmy zmarłą, oglądaliśmy jej zdjęcia. Wspominane były przede wszystkim wesołe wydarzenia z jej udziałem.

Wspomnę jeszcze o nekrologach, które nieco różnią się od polskich. U nas składa się w lokalnych gazetach przede wszystkim kondolencje dla rodziny, czasami nekrologi. W mojej lokalnej niemieckiej gazecie można zauważyć, że zawsze jest informacja o śmierci danej osoby, a następnie informacja, kiedy i gdzie odbywa się pogrzeb. Wynika z tego, że pogrzeb nie jest już kilka dni po śmierci tak jak w Polsce, lecz czeka się ok. 2 tygodnie. Czasami nawet miesiąc. Pod tą informacją najczęściej znajduje się adres, na który można przesłać kondolencje dla rodziny. U góry często można znaleźć cytat np. z Biblii lub ogólnie z literatury. Ostatnio znalazłam np. takie:

Nun ruhe sanft in Gottes Frieden.
Gott lohne dich für deine Müh‘,
ob du auch von uns geschieden,
in unseren Herzen stirbst du nie.

Ich habe den Berg erstiegen, der euch
noch Mühe macht, drum weinet nicht

ihr Lieben, ich habe mein Werk vollbracht. 

Erinnerungen sind kleine Sterne, die tröstend in das Dunkel unserer Trauer leuchten.

Das Ende der Suche wird erst dann erreicht sein, wenn wir die Augen für immer schließen.

Menschenleben sind wie Blätter, die lautlos fallen. Man kann sie nicht aufhalten auf ihrem Weg. 

Mniej więcej 2 tygodnie po pogrzebie w gazecie znajduje się podziękowanie (die Danksagung) dla uczestników pogrzebu i dla wszystkich, którzy złożyli wyrazy współczucia, np.:

Herzlich bedanken wir uns für die große Anteilnahme und die lieben Worte von Pfarrer… zum Tod von…

Herzlichen Dank sagen wir allen, die gemeinsam mit uns von … Abschied nahmen, ihre Anteilnahme in vielfältiger Weise zum Ausdruck brachten und ihn auf seinem letzten Weg begleiteten.


Herzlichen Dank sagen wir allen, die mit uns Abschied nahmen von unserem geliebten Verstorbenen … Für die tröstenden Wort, gesprochen oder geschrieben, für einen Händedruck, wenn Worte fehlten, für die Blumen, Kränze und Geldspenden und die Begleitung auf seinem letzten Weg.


Na koniec trochę słownictwa pogrzebowego:

Allerheiligen – Wszystkich Świętych

Allerseelen – Zaduszki

jemandes (Gen.) gedenken  – składać komuś hołd pamięci

die Anteilnahme – kondolencje

seine Anteilnahme zum Ausdruck bringen – wyrazić kondolencje

mein aufrichtiges Beileid - moje szczere współczucie 

der Nachruf – nekrolog

die Trauer – smutek

die stille Trauer – cichy smutek

die Todesanzeige – nekrolog

die Beerdigung – pogrzeb

das Begräbnis – pogrzeb


die Einäscherung – kremacja 

der Friedhof – cmentarz

das Grabmal – grobowiec

das Grablicht – znicz

der Trauergottesdienst – nabożeństwo żałobne

die Beisetzung – pochówek (eines Toten – zmarłego), złożenie (einer Urne – urny)

die Urnenbeisetzung – złożenie urny

die Urne – urna


der Sarg, die Särge – trumna, trumny 

die Leiche - zwłoki

die Trauerfeier – ceremonia/uroczystość pogrzebowa

von jemandem (Dat.) Abschied nehmen – pożegnać się z kimś

in Liebe und Dankbarkeit Abschied nehmen – pożegnać się w miłości i wdzięczności

jemanden (Akk.) im Herzen behalten – zachować kogoś w sercu

in liebevollem Gedenken – w czułej / troskliwej pamięci

in ewiger Erinnerung – we wiecznym wspomnieniu

jemanden (Akk.) in liebevoller Erinnerung behalten – zachować kogoś w czułym wspomnieniu

freundlich zugedachte Blumen und Kränze – mile przeznaczone, pomyślane kwiaty i wieńce

der Kranz, die Kränze – wieniec, wieńce

im Namen aller Angehörigen – w imieniu wszystkich krewnych

tröstende Worte – słowa pocieszenia

sich in Trauer mit jemandem (Dat.) verbunden fühlen – czuć się złączonym z kimś w smutku

das Leben findet seine Vollendung – życie znajduje ukończenie

ein erfülltes Leben – spełnione życie

jemanden (Akk.) auf seinem letzten Weg begleiten – towarzyszyć komuś na ostatniej drodze 

niedziela, 13 października 2013

Rzecz o językach obcych

Tutaj pisałam już o tym, jakich języków obcych się uczyłam i uczę:

Jak uczyć się języków obcych? Cz. 1. Moje doświadczenia

Postanowiłam sobie jakiś czas temu, że do 30-tego roku życia nauczę się pięciu języków obcych. Wiadomo, że zawsze były angielski i niemiecki. Potem hiszpański. Potem włoski i fiński, po drodze łacina. Cztery języki już wybrałam: niemiecki, angielski, hiszpański i francuski. Niedawno jednak, po ukończeniu 27 lat, musiałam się zdecydować na piąty język obcy, gdyż zostało już niewiele czasu. Zdecydowałam się na powrót do fińskiego, który zawsze mnie fascynował. Znalazłam odpowiedni indywidualny kurs i uczę się pilnie (kiedy pozwala mi na to czas, czyli niestety nieregularnie).

Czasami spotykam się z pytaniami albo opiniami: "jak ty możesz uczyć się tylu języków? Ja nie mogę dobrze opanować nawet jednego", "Tyle języków ci się pomiesza", "Lepiej skupić się na jednym języku obcym albo na dwóch, a nie uczyć się pięciu" itd.

Co ja na to? Tak naprawdę niemieckiego i angielskiego już się nie uczę, bo nie potrzebuję. Hiszpańskiego douczam się okazyjnie, chociaż powinnam bardziej intensywnie. Francuskiego ciągle się uczę, gdyż jest to jeden z najtrudniejszych języków, z jakim się spotkałam. Do fińskiego powróciłam niedawno z powodów czasowych. Jest to bardzo trudny język, ale to mnie motywuje, żeby się nie poddawać.

Czy możliwe jest nauczyć się kilku języków tak dobrze jak tego, który umie się najlepiej? Moim zdaniem jest to bardzo trudne, gdyż sądzę, że nieodzowne jest spędzenie dłuższego czasu w kraju, w którym mówi się tym językiem. Od kilku lat mieszkam w Niemczech, wcześniej studiowałam niemiecki, więc znam go doskonale. Raczej niemożliwe jest w obecnym momencie osiągnąć taką perfekcję w innych językach obcych, gdyż nie zamierzam na razie przeprowadzić się do Anglii czy do Finlandii. Mam jednak tę przewagę, że nic nie muszę. Uczę się języków obcych, bo tego chcę i sprawia mi to radość. Nie mam żadnego przymusu. Dodatkowo chętnie czytam o krajach, w których się nimi mówi, więc dowiaduję się czegoś też o kulturze, chociaż to nie to samo, co mieszkanie w obcym kraju. Zupełnie inaczej jest jednak uczyć się w wolnym czasie i nie zmuszać się do tego.

Nie chodzi mi o to, żeby każdy język znać perfekcyjnie. Mam jednak taki cel, żeby w każdym swobodnie się komunikować, umieć porozmawiać na różne tematy i umieć wszystko czytać. Tak mam np. w hiszpańskim: potrafię dużo powiedzieć i czytać wszystko (gazety, książki), poza tym rozumiem każde słowo w filmach czy piosenkach. We francuskim jest to nieco trudniejsze, ale nadal wgryzam się w ten język.

Mam ten cel, żeby kiedyś odwiedzić Anglię, Hiszpanię, Amerykę Płd., Finlandię i jeszcze raz Francję. Kiedyś byłam we Francji, ale wtedy nie umiałam ani słowa po francusku. W ogóle nie mam oporów przez próbowaniem swoich sił w języku obcym, więc nie będę się bała odezwać i przetestować mojej wiedzy. Kiedy odwiedzę te kraje? No cóż, to będzie mój cel po 30-tce. Obecnie nie jest to proste ze względów nie tylko czasowych, ale całkowicie prozaicznych, np. kiedy przypomnę sobie o tym, że niedawno zgubiłam sporą sumę pieniędzy. Ciągle szukam, ale chyba już przepadły. To cała moja wypłata za wrzesień, ale no cóż. Raczej ich już nie znajdę, biorąc pod uwagę również to, że grzebałam już nawet w koszach na śmieci przed domem. Nie było to łatwe po ciemku, z latarką, ale nie chciałam, żeby sąsiedzi widzieli. W takim małym mieście zna się każdego i rozniosłyby się plotki, że zubożałam albo że dojadam po sąsiadach itp.

Oglądanie filmów, seriali czy czytanie gazet jest często zaniedbywane nie tylko przez uczących się, ale i przez nauczycieli, co moim zdaniem jest dużym błędem. Tu pisałam trochę na ten temat:

Żywy język. Cz. 1

Żywy język. Cz. 2

Żywy język. Cz. 3

Do 30-tki zostało mi 2,5 roku. Trudno w to uwierzyć! Nie mam dużo czasu (o Boże, brzmi to, jakbym umierała...), ale staram się ze wszystkich sił. Dziecku mojej siostry (nie zamierzam mieć własnych) będę mogła kiedyś powiedzieć: bierz z cioci przykład :)

Na koniec wrzucam moją ulubioną piosenkę po fińsku:

Zen Cafe - Todella kaunis

wtorek, 8 października 2013

Jesień

Jesień w Traben-Trarbach nastraja mnie jak zwykle bardzo wesoło. Jesień to moja ulubiona pora roku i cieszę się, kiedy pada. Zdecydowanie mogłabym mieszkać np. w Londynie. Nienawidzę słońca.

Dlaczego lubię jesień w moim mieście? Jest ku temu kilka powodów:

1. Jest mgliście. Mieszkam w dolinie między wzgórzami i mgła unosząca się nad nimi wygląda niemal mistycznie i bardzo tajemniczo. Czasami czuję się jak bohaterka powieści.

2. W październiku są zbiory winogron na produkcję wina. Praca w winnicach wrze. Mimo jesieni czuć życie. Wielu Polaków przyjeżdża wtedy do pracy sezonowej, co związane jest z tym, że z winnic spływają na dół polskie przekleństwa. Często je słyszę, niestety. Udaję wtedy, że nie rozumiem, bo co mi pozostaje?

3. Kończy się sezon turystyczny. Jest coraz mniej turystów, mniej ruchu w mieście i w końcu można normalnie przejść przez główne ulice i przez most. Nie jestem co chwilę zatrzymywana przez turystów pytających mnie o drogę, nie wchodzę ludziom w kadr zdjęć i mam święty spokój. Wiele lokali zamyka w październiku lub w listopadzie swoje podwoje na zimę. To wszystko sprawia, że jest jeszcze bardziej kameralnie.

4. Trudno to opisać, ale dzięki wzgórzom i rzece czuć w powietrzu atmosferę jesieni. Jest bardziej ciemno i moim zdaniem miasto wygląda wtedy ładniej, niż kiedy słońce intensywnie świeci.

5. Wczesną jesienią odbywają się tzw. Weinfest albo Straßenfest. Małe lub duże imprezy polegające na tym, że w pewnym punkcie miasta (który najlepiej się do tego nadaje) rozstawiane są stoiska z jedzeniem i piciem. Do picia oczywiście głównie wino (np. nowe wino - Federweißer), do jedzenia lokalne jesienne przysmaki (np. Zwiebelkuchen, Zwetschgenkuchen, Hirschgulasch mit Preiselbeeren), poza tym dużo muzyki. Na takie lokalne święta często przybywają orkiestry z całej Europy, najwięcej z Holandii i Anglii. Grają w piwnicach właścicieli winnic albo na ulicach, a ludzie tańczą i śpiewają. Szczególna atmosfera jest wieczorem. Takie święta odbywają się głównie pod koniec sierpnia i we wrześniu, czyli pod koniec lata. To miły początek jesieni. W październiku właściciele winnic organizują często własne małe święta (tzw. Hoffest). Świętują zakończenie zbiorów i zakończenie sezonu.








piątek, 4 października 2013

Podręczniki do niemieckiego: "Blondynka na językach"

Dziś chciałabym napisać o tym, co myślę o podręcznikach "Blondynka na językach", które w Polsce bardzo dobrze się sprzedają. Nie rozumiem do końca tego fenomenu, dlatego zakupiłam sobie 2 pozycje z tej serii: do niemieckiego i do francuskiego. Tak właściwie siostra zakupiła je dla mnie w Polsce i przesłała mi do Niemiec. Podręcznik do niemieckiego mogę wykorzystać jako dodatek na moich lekcjach, a francuskiego mogę sama się poduczyć.


zdjęcie: merlin.pl

Przechodzę więc do sedna. Książki te to głównie rozmówki. Zdania budowane są na zasadzie od prostych do bardziej skomplikowanych, za każdym razem dodawany jest nowy element. W zamyśle metoda ma polegać na uczeniu się rozmawiania w języku obcym, ale i tak pojawiają się odniesienia do gramatyki, bo bez tego po prostu się nie da. Bo jak ktoś, kto w ogóle nie zna niemieckiego, ma zrozumieć, dlaczego czasownik nagle pojawia się na końcu zdania? Znam osoby, które w ogóle nie uczyły się gramatyki, ale ich mówienie polega na wyłapywaniu ze słuchu pojedynczych słów i potem kończy się tak: "ich Arbeit in Wochenende nicht" albo " ich nicht gehen heute" itp. Gramatyka nie może być zaniedbywana.

Moim zdaniem seria "Blondynka na językach" jest dobra dla uczących się języka jako dodatek do innych podręczników albo jako rozmówki dla turystów. Nie można się ograniczać tylko do tego, bo za pomocą pojedynczych zdań nie da się zrozumieć zasad języka. Wtedy pojawiają się trudności, kiedy ktoś chce zbudować swoje zdanie albo użyć słowa w innym kontekście.

Przykładowe zdania z podręcznika do niemieckiego wyglądają tak:

Der Tag ist nicht gut.
Ich will am Freitag abreisen.
Diese Fahrkarte ist für Donnerstag.
Können Sie sie wechseln?
Ich werde sehr dankbar sein.

Musste.
Das musste gut gewesen sein.
Das Kind musste schön gewesen sein.
Das musste diese Wurst gewesen sein.
Das musste diese scharfe Wurst gewesen sein.
Das musste unser Zug gewesen sein.
Tomek musste nach Berlin fahren.
Tomek musste bleiben.
Tomek musste im Hotel bleiben.

Książka nadaje się dla poziomu podstawowego, więc zrezygnowałabym tu z subiektywnego zastosowania czasowników modalnych, które na tym etapie tylko namiesza uczącym się w głowie. Poza tym wyłapałam w książce kilka zdań, które nie są do końca poprawne. 

Być może fenomen serii polega właśnie na tym, że jest reklamowana jako kurs języka obcego z malutką domieszką gramatyki i że komunikację stawia się w centrum. Wszystko ok, ale rozwiązaniem nie jest uczenie się gotowych zdań, no chyba że ktoś wybiera się do obcego kraju na krótki czas. Ta metoda nie wystarczy do dobrego opanowania języka. Tu trzeba więcej: nie tylko gramatyki, ale i nauki słówek w różnych kontekstach, żeby potem nie mówić głupot.