wtorek, 25 lutego 2014

Lądowanie w Niemczech. Cz. 2

Jak już wspomniałam, w 2010 roku wyjechałam do Niemiec na stypendium Comeniusa. Cieszyłam się, że wyjeżdżam. Stypendium było na rok. W niemieckim gimnazjum prowadziłam samodzielne lekcje. Były to pomocnicze lekcje niemieckiego, ale obowiązkowe. Przeszłam prawdziwą szkołę życia, gdyż uczyłam dzieci w wieku 10-14 lat, co na początku było dla mnie bardzo trudne. Przeżyłam wiele ekstremalnych sytuacji, np. kiedy jedna uczennica chciała wyskoczyć z okna na drugim piętrze. To tylko jeden przypadek, ale nie będę się tutaj rozpisywać o innych, równie ekstremalnych. Podczas stypendium Comeniusa zgromadziłam niesamowite doświadczenia zawodowe, nie tylko prowadząc lekcje, ale także prowadząc polskie kółko, inicjując różne projekty czy partnerstwo szkół. O szczegółach można poczytać na blogu Asystentury Comeniusa. Odsyłam do moich postów:

Moja asystentura

Po roku pracy jako asystentka Comeniusa myślałam, że wrócę do Polski i nawet wróciłam. Naiwnie sądziłam, że znajdę pracę w Polsce. Byłam nawet na trzech rozmowach kwalifikacyjnych, które były tak abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości (chociaż w znanych firmach międzynarodowych), że stwierdziłam, że nigdy więcej nie pójdę na żadną inną rozmowę w Polsce. Tego się trzymam. Dalsze poszukiwanie pracy nie było konieczne, gdyż dostałam wiadomość z niemieckiej szkoły, że zatrudnią mnie na kolejny rok, podczas którego nadal gromadziłam doświadczenia zawodowe i który był dla mnie tak samo wspaniały jak pierwszy. Eh, to były czasy. Skończyły się one jednak z nadejściem nowego dyrektora. Wiedziałam wtedy, że nie mam co liczyć na kolejną umowę, gdyż on mnie w ogóle nie znał, a poza tym miałam umowę na czas określony. Nie jest to miejsce, żeby rozpisywać się o innych czynnikach.

Od tamtego czasu minęły już 2 lata. Radzę sobie, ucząc niemieckiego i polskiego oraz robiąc różne inne rzeczy. Języka polskiego zaczęłam uczyć ponad rok temu. Pisałam już o tym na blogu. Robię to do dzisiaj. Tydzień temu zaczęłam prowadzić w pobliskim mieście 2 nowe kursy. Byłam zaskoczona, że w tym regionie Niemiec w ogóle znaleźli się chętni na naukę polskiego. Kursy są oczywiście małe, co dla mnie nie zawsze jest proste. Na początku nie lubiłam uczyć polskiego, ale po jakimś czasie się z tym oswoiłam. Na pewno wiem jedno: uczenie swojego ojczystego języka jest trudniejsze niż uczenie języka obcego. Na ten temat będą jeszcze posty.

Podczas tych lat w Niemczech przeżywałam wzloty i upadki. Był np. miesiąc, kiedy skończyło mi się ubezpieczenie zdrowotne, zostałam na lodzie i nie miałam pieniędzy, żeby opłacić je z własnej kieszeni. Normalnie chodzę po ulicach bardzo szybko, prawie biegam, ale wtedy chodziłam wyjątkowo powoli, żeby broń Boże np. nie złamać nogi w biegu. Był również czas, kiedy rozpaczliwie poszukiwałam nowej pracy. Złożyłam swe podanie np. w fabryce Oetkera, wymazując studia i wszelkie doświadczenia zawodowe. Nie dostałam tej pracy, ale to lepiej, bo być może do dzisiaj pracowałabym na produkcji pizzy. Po jakimś czasie odbiłam się od dna i teraz bezpiecznie dryfuję na tratwie (pływać nie umiem). Był czas, kiedy omal nie popełniłam samobójstwa, skacząc do rzeki, ale to wszystko jest już za mną. Z tamtych czasów został mi nałóg obsesyjnego oszczędzania i gromadzenia pieniędzy. Nie kupuję sobie praktycznie nic oprócz tego, co jest konieczne.

Od tamtego czasu żyję sobie bezpiecznie, nadal przeżywając wzloty i upadki. Z każdej złej sytuacji jakoś wychodzę. Jest osoba, której wiele zawdzięczam, ale chyba nie chciałaby, abym tu o niej pisała. Ciągle uczę niemieckiego i polskiego, poza tym też tłumaczę. Angażuję się też w szkole, w której kiedyś uczyłam.

Wsiąkłam w Niemcy. Kiedy raz na rok jestem w Polsce, to wszystko jest dla mnie obce. Zanim się przyzwyczaję, to muszę już wracać do Niemiec. Nie wiem, czy na zawsze zostanę w Niemczech. Moje życie nie jest proste, gdyż mieszkam sama i ze wszystkim muszę sobie radzić sama, ale wychodzi mi to na dobre, ponieważ nauczyłam się wielu pożytecznych rzeczy, np. zmieniać żarówkę, podłączać Internet i telefon albo gotować jajko. Tyle kobiet radzi sobie bez pomocy mężczyzn, więc kiedyś stwierdziłam, że i ja sobie poradzę.

To by było na tyle mojej niemieckiej historii. Mam nadzieję, że moje opowieści nie były nudne, ale chciałam tutaj pokazać, że nigdzie nie jest kolorowo. Mimo wszystko przy porównaniu z Niemcami (np. służba zdrowia, kultura pracy, traktowanie pracowników, pensje) Polska traci tak wiele, że nie ma po co wracać. Na pewno mogę powiedzieć to, co chyba mało osób może powiedzieć: nie żałuję niczego.

niedziela, 23 lutego 2014

Jak znalazłam się w Niemczech? Cz. 1

Powyższe pytanie wiele razy pojawiało się w komentarzach, więc postanowiłam tu opisać moją drogę.

Czy chciałam wyemigrować? Odpowiedź jest tylko jedna: nie. Po studiach chciałam znaleźć pracę w Polsce. Okazało się to jednak niemożliwe, gdyż nie miałam znajomości, a w moim regionie Polski bezrobocie jest wysokie. Np. na mojej dawnej ulicy już prawie nie ma młodych ludzi, bo wszyscy wyjechali do Anglii do pracy. Ci, którzy zostali, kombinują, jak związać koniec z końcem. Dziękuję za takie życie. Wiem, bo dosyć nasłucham się komentarzy od znajomych: "żałuję, że po studiach nie zrobiłem tak jak ty i że nie wyjechałem".

Ok, wracam do tematu. Kiedy byłam na III roku studiów, to stwierdziłam, że nie będę dobrą germanistką, jeśli nie spędzę dłuższego czasu w kraju niemieckojęzycznym. Złożyłam więc podanie w ramach stypendium Erasmus i oczywiście je otrzymałam. Rok na uniwersytecie Bielefeld spędziłam bardzo produktywnie, dużo się ucząc i zbierając materiały do pracy magisterskiej. Nie imprezowałam, lecz starałam się nauczyć jak najwięcej, a to, czego się nauczyłam, było dla mnie nieocenione, gdyż zobaczyłam, jak naprawdę wygląda życie w Niemczech i jak Niemcy naprawdę mówią. Udział w zajęciach na niemieckim uniwersytecie był niesamowitym doświadczeniem, gdyż - jak wiadomo - w Niemczech studiuje wielu obcokrajowców i było tym bardziej ciekawie. Poza tym Uniwersytet Bielefeld ma bardzo szeroką ofertę różnych zajęć dla studentów i chodziłam np. na kurs fińskiego. W drugim semestrze już nie miałam czasu na to, ponieważ stypendium było niskie i już nie wystarczało na utrzymanie się. Pracowałam więc codziennie po zajęciach jako sprzątaczka w klinice dentystycznej. Wracałam padnięta do mieszkania, a uczyłam się na weekendzie. Było ciężko, ale dałam radę.

Po roku studiów w Niemczech wróciłam na piąty rok do Polski, aby skończyć studia magisterskie. Cieszyłam się, że zdecydowałam się na studia w Niemczech. Może moje zdanie wyda się w tym momencie kontrowersyjne, ale nie rozumiem, jak ktoś może uczyć np. angielskiego, a był w Anglii np. tylko na kilka dni. Wtedy nic się nie wie o tym kraju ani tym bardziej o języku mówionym. Nie bez powodu w wielu krajach zachodniej Europy istnieje obowiązek spędzenia semestru zagranicą, jeśli studiuje się język.

Wracając do tematu... Na V roku studiów zachowałam się jak głupek, gdyż sądziłam, że znajdę pracę w szkole jako nauczycielka niemieckiego. Pamiętam to jak dziś - zima 2010 roku była okropna. Minus 20 stopni w ciągu dnia, śnieg po kolana, a ja jak ostatni głupek jeździłam autobusami do okolicznych szkół i składałam podania. Przez cały styczeń i pół lutego jeździłam codziennie po szkołach. Na każdy dzień układałam sobie plan. Z perspektywy czasu oceniam, że w zasadzie najgłupsze było stracenie pieniędzy na drukowanie podań. Do dzisiaj mnie to boli.

Po kilku miesiącach od skończenia studiów zrozumiałam jeszcze raz, jakie to było głupie. Dowiedziałam się, że w jednym z gimnazjów, gdzie złożyłam swoje podanie, pracę dostała moja koleżanka z roku, która ledwo skończyła studia i Niemiec na oczy nie widziała. Dlaczego ją dostała? Bo dyrektorka tej szkoły była jej ciotką. Współczuję dzieciom, które są uczone przez taką nauczycielkę. Później dowiedziałam się jeszcze o kilku podobnych sytuacjach.

W czerwcu 2010 roku ukończyłam studia magisterskie. W momencie obrony wiedziałam już, że wyjeżdżam. Mniej więcej w połowie ostatniego roku studiów zobaczyłam na uczelni ogłoszenie o stypendium Comeniusa. Można było wyjechać do innego kraju i uczyć tam w szkole. Pomyślałam, że muszę spróbować. Pozbierałam opinie od wykładowców i od dziekana, złożyłam wniosek, którego o mało bym nie złożyła. Wniosek był bardzo długi. Trzeba było dokładnie opisać swoje doświadczenia i plany, cele. Ja zostawiłam to na ostatni dzień, a tamtego dnia akurat miałam bardzo mało czasu. Zmobilizowałam się jednak i wypełniłam ten wniosek błyskawicznie, bez zastanawiania się. Może to właśnie urzekło komisję w Warszawie? Że pisałam prostym językiem i nie wymyślałam nie wiadomo czego? Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że otrzymałam stypendium. Nie wiedziałam, do jakiego kraju wyjeżdżam ani w jakiej szkole będę uczyć. Wiedziałam tylko, że wyjeżdżam. Tylko to się liczyło - świadomość, że mam jakąś przyszłość i że nie muszę iść na kasę do jakiegoś supermarketu. Chyba 2 miesiące później dostałam wiadomość, że wyjeżdżam do małej miejscowości Traben-Trarbach w Niemczech. Zobaczyłam na mapie, gdzie jest ta mieścinka, nawiązałam kontakt ze szkołą i ostatnie wakacje w Polsce beztrosko spędziłam z rodziną.

W połowie sierpnia 2010 roku bez obaw wyjechałam do Niemiec i już tam zostałam. Dalszy ciąg moich perypetii w następnym tekście, za kilka dni.

środa, 19 lutego 2014

Mylące się czasowniki. Cz. 2

1. arbeiten - pracować 

Proste, no ale napiszę jedno zdanie: Ich arbeite den ganzen Tag. 

2. überarbeiten - przerabiać 

Der Schriftsteller will den Text noch überarbeiten. 

3. einarbeiten - przyuczać 

Der neue Mitarbeiter muss erst eingearbeitet werden

4. verarbeiten - przerabiać, przetwarzać 

Gold wird zu Schmuck verarbeitet

5. bearbeiten - opracowywać, obrabiać, traktować (temat)

Wann wird mein Antrag bearbeitet? 
Das Buch wurde für den Film bearbeitet. 
Wann bearbeiten wir endlich das Thema? 

6. abarbeiten - odpracować, odrabiać 

Jetzt muss ich mein Pensum abarbeiten

7. vorarbeiten - wykonywać pracę naprzód

Wenn ich am Freitag vorarbeite, kann ich am Montag einen freien Tag haben

8. nacharbeiten - odrabiać, odpracowywać (zaległą pracę) 

Zu einem späteren Zeitpunkt müssen wir die freien Tage nacharbeiten

piątek, 14 lutego 2014

Mylące się czasowniki. Cz. 1

Nowy cykl zaczynam od czasowników, których częścią jest czasownik "nehmen". Przedstawiam najbardziej popularne znaczenia i zastosowania w kontekście.

[P.S. Wpisu walentynkowego nie będzie. Wybaczcie, że nie skomentuję, jeśli wpisy walentynkowe pojawią się na innych blogach, ale nienawidzę tego kiczowatego dnia. Cieszę się, że mieszkam w mieścinie, bo nie widać przynajmniej wszechobecnego kiczu i czerwonych wystaw sklepowych napawających obrzydzeniem.]

1. abnehmen - schudnąć, zdejmować, odbierać telefon
Er hat in der letzten Zeit stark abgenommen. - On w ostatnim czasie bardzo schudnął.
Hast du schon die trockenen Sachen von der Leine abgenommen? - Czy zdjąłeś już suche rzeczy ze sznurka?
Ich wollte mit ihnen sprechen, aber niemand nahm ab. - Chciałem z nimi rozmawiać, ale nikt nie odebrał.

2. zunehmen - przytyć, rosnąć
Die Kopfschmerzen nehmen zu. - Bóle głowy przybierają na sile (rosną).
Nach der Krankheit muss er zunehmen. - Po chorobie on musi przytyć.

3. mitnehmen - zabrać ze sobą
Was hast du für die Reise mitgenommen? - Co zabrałeś ze sobą na podróż?

4. sich vornehmen (mit dem Dativ) - postanowić sobie (z celownikiem)
Ich habe mir vorgenommen, im kommenden Jahr nicht so viel zu arbeiten. - Postanowiłam sobie w tym roku nie pracować już tak dużo

5. annehmen - zakładać (przypuszczać)
Ich nehme an, dass sie nicht mehr kommen. - Zakładam, że oni już nie przyjdą.

7. unternehmen - przedsięwziąć
Was willst du gegen diese Frechheit unternehmen? - Co chcesz przedsięwziąć (zrobić) wobec tej bezczelności?

8. übernehmen - przejmować
Er ist nicht im Stande, neue Pflichten zu übernehmen. - On nie jest w stanie przejąć nowe obowiązki.

9. sich übernehmen - przeliczyć się
Ich ging davon aus, dass ich es schaffe, aber ich habe mich übernommen. - Wychodziłam z założenia, że dam radę, ale się przeliczyłam.

10. festnehmen - aresztować
Der Mann wurde von den Polizisten festgenommen. - Mężczyzna został aresztowany przez policjantów.

11. aufnehmen - nagrywać
Alle Lieder wurden von der Musikband aufgenommen. - Wszystkie piosenki zostały nagrane przez tę grupę.

12. einnehmen - zażywać
Wie oft muss ich die Tabletten einnehmen? - Jak często muszę zażywać tabletki?

środa, 5 lutego 2014

O "Gesichtserker" i zniemczeniach

Jak każdy uczący się niemieckiego, czytający gazety lub oglądający filmy widzi, w języku tym jest bardzo dużo anglicyzmów. Ponieważ mieszkam w Niemczech, to tym bardziej na co dzień mam styczność z anglicyzmami i zawsze jestem przerażona, kiedy słyszę słowa takie jak "killen", "discovern" lub "stylen". Przykłady można by mnożyć, ale to już mój temat na inny post. Duża liczba anglicyzmów jest tym bardziej moim zdaniem zła, gdyż niemiecki tak dobrze radził sobie kiedyś z wymyślaniem własnych słów.

Dzisiaj zajmę się tematem puryzmu językowego, który rozwinął się w XVII i XVIII wieku. Polegał on na chronieniu języka przed zapożyczeniami i wyrazami obcymi. Powstawały wtedy liczne towarzystwa zajmujące się właśnie ochroną języka. Skutkiem były zniemczenia słów pochodzących z łaciny czy z francuskiego.

Przykłady:

1. Filozof Philipp von Zesen (1619-1689) wymyślił słowa takie jak "der Abstand" zamiast "die Distanz", "die Bücherei" zamiast "die Liberey", "der Augenblick" zamiast "der Moment", "die Leidenschaft" zamiast "die Passion" czy "der Entwurf" zamiast "das Projekt".
2. Filozof Christian Wolff (1679-1754) zaczął zniemczać łacińskie wyrazy, np. "die Grundlage" wywodzące się z łacińskiego "fundamentum".
3. Pisarz, wydawca i pedagog Joachim Heinrich Campe (1746-1818) stworzył słowa takie jak "das Altertum" zamiast "die Antike", "das Erdgeschoss" zamiast "das Parterre" lub "tatsächlich" zamiast "faktisch".
4. Germanista Hermann von Pfister-Schwaighusen (1836-1916) zaproponował słowo "völkisch" zamiast "national".

Oto przykłady, które jeszcze przyszły mi do głowy, kiedy pisałam ten post: 


  • die Anschrift - zamiast "die Adresse" 
  • der Versuch - zamiast "das Experiment" 
  • der Einfall - zamiast "die Idee" 
  • die Aufnahme - zamiast "das Foto" 
  • der Rechner - zamiast "der Computer" 
  • das Ergebnis - zamiast "das Resultat" 
  • der Verfasser - zamiast "der Autor" 
  • die Auskunft - zamiast "die Information" 
  • das Andenken - zamiast "das Souvenir" 
  • die Sammlung - zamiast "die Kollektion" 
  • der Flugbegleiter - zamiast "der Steward" 
  • die Einzelheit - zamiast "das Detail" 
  • die Anstalt (lub die Einrichtung) - zamiast "die Institution" 
  • herstellen - zamiast "produzieren" 
  • das Erzeugnis - zamiast "das Produkt" 


W niektórych przypadkach niemieckie słowa są zdecydowanie faworyzowane (jak np. "der Verfasser", "die Sammlung" lub "der Flugbegleiter"), w innych słowa niemieckie i obce odpowiedniki istnieją równocześnie, np. "der Einfall" i "die Idee", "der Rechner" i "der Computer". Są pary słów, gdzie występują małe różnice w znaczeniu.

Jednak nie wszystkie niemieckie słowa przyjęły się w użytkowaniu języka. Pamiętam, że na III roku studiów na wykładzie z historii języka po raz pierwszy usłyszałam słowo "der Gesichtserker", które zostało wymyślone zamiast "die Nase". Nie wiadomo dokładnie, kto je stworzył, ale wiadomo, że się nie przyjęło, chociaż jest moim zdaniem logiczne:

der Gesichtserker = das Gesicht (twarz) + der Erker (wykusz, czyli w architekturze wystający z elewacji element budynku) 

Jak widać na przykładach powyżej, język niemiecki świetnie potrafił sobie radzić z wymyślaniem własnych słów na obce słowa. Dzisiaj ten trend nie jest już tak silny jak kiedyś i muszę powiedzieć, że gdybym dobrze nie znała angielskiego, to miałabym problem z czytaniem tekstów w niektórych niemieckich czasopismach, gdyż czasami przynajmniej 2-3 słowa w zdaniu są po angielsku.

Źródło:

Tekst