piątek, 28 marca 2014

Konkurs! Do wygrania film lub książka

Na wielu blogach widuję konkursy, więc pomyślałam, że u siebie też mogę takowy zorganizować.

Jeśli ktoś z Was chce wygrać, to zapraszam do odpowiedzi na pytanie: Dlaczego warto uczyć się języka niemieckiego? Wystarczy jeden argument, ale dobry. Odpowiedzi proszę zamieszczać w komentarzach. Kiedy zwycięski będzie już wybrany, to poproszę zwycięzcę o napisanie do mnie maila i podanie adresu, na jaki mam wysłać nagrodę (wszystkie kraje Europy wchodzą w grę). Konkurs trwa do 4 kwietnia do 12:00. 

Do wygrania są następujące nagrody:
1. Książka Charlotte Link "Die Täuschung". Charlotte Link jest jedną z najpopularniejszych współczesnych pisarek niemieckich, jest autorką m.in. powieści kryminalnych.


2. Film "Soraya" - historia cesarzowej Sorayi, żony ostatniego cesarza Persji, która nie mogła dać swojemu mężowi potomka. Film bardzo mi się podobał, oprócz osobistych perypetii cesarzowej opowiada również o historii Persji. Jest to nakręcony po niemiecku film z 2003 roku, posiada napisy, lecz tylko niemieckie. Trwa prawie 3h.



Nagrody pochodzą z moich zbiorów. Książka była przeczytana przeze mnie, film raz obejrzany przeze mnie, są więc w bardzo dobrym stanie. Nagrody są dla osób mówiących bardzo dobrze po niemiecku, ale myślę, że także ktoś na początkującym poziomie może się skusić i zachować do poczytania/oglądnięcia na przyszłość.

Jeśli konkurs ten spotka się z zainteresowaniem, to będę je organizować częściej. Mam setki ciekawych książek i trochę filmów. Chciałabym je oddać w dobre ręce. Ulubione i potrzebne książki zachowam dla siebie, inne chciałabym oddać. Ponieważ nie znam osobiście nikogo, kto byłby tym zainteresowany, to myślę, że może moi czytelnicy?

Dziękuję za uwagę :)

środa, 26 marca 2014

Polskie dzieci w niemieckich szkołach

Jak wiecie, od kilku lat mieszkam w Niemczech. Jednym z moich zajęć tutaj jest udzielanie korepetycji. Uczę zarówno dorosłych, jak i dzieci. Mam wielu polskich znajomych, których dzieci uczę. Co tu dużo mówić - im wcześniej dziecko jest zabrane do Niemiec, tym lepiej. Znam kilka historii od ludzi, którzy wyjechali do Niemiec, a dziecko zostało z dziadkami. Kiedy już rodzice ustabilizowali swoje życie w Niemczech, to oczywiście postanowili ściągnąć tutaj dziecko. Dziadkowie się sprzeciwiali, padały argumenty w stylu "ale ona jest taka mała", "nie poradzi sobie z niemieckim", "przecież jest jej z nami dobrze" itp. Rodzice oczywiście mimo to zabrali dziecko do siebie. Można tu wyróżnić 3 sytuacje (wszystkie sytuacje opisane z autopsji):

1. Małe dziecko, w wieku do 5 lat: bardzo szybko łapie niemiecki. Na początku czuje się w przedszkolu niepewnie, ale już po kilku tygodniach zaczyna rozumieć, co się do niego mówi. Następnie słychać, jak w domu mówi do siebie po niemiecku albo śpiewa piosenki wyuczone w przedszkolu. Po pół roku, czasami z hakiem, można usłyszeć od wychowawczyń, że dziecko dobrze sobie radzi w przedszkolu, potrafi dyskutować czy kłócić się z innymi dziećmi. Jeśli nie ma zaburzeń języka, to mówi po niemiecku jak Niemcy.

2. Dziecko w wieku 6-10 lat: idzie do niemieckiej podstawówki z dobrze już opanowanym językiem polskim. Szybko łapie niemiecki, jego wymowa i akcent są nienaganne, lecz popełnia błędy gramatyczne, np. w rodzajnikach czy końcówkach czasownika. Często przenosi rodzaje polskich słów na niemiecki i powie np. "die Buch" zamiast "das Buch". Jeśli w polskiej szkole zaczęło uczyć się pisać lub już się nauczyło, to przenosi zasady pisowni na niemiecki i robi błędy ortograficzne z tego wynikające.

3. Powyżej 10 lat: proces szybkiego przyswajania języka już nie występuje. Pasowałoby usiąść i zakuć, ale nastolatki nie mają na to ochoty. Opiszę przypadek, który znam. Rodzice zabrali do Niemiec syna w wieku 13 lat. Chłopak miał w Polsce niemiecki, ale na poziomie A1, więc na niemiecką szkołę to nie starczyło. W Niemczech poszedł do siódmej klasy Realschule. W pierwszym roku miał tylko siedzieć w klasie, starać się brać udział, ale nie dostawał ocen. Ponieważ nie mówił ani nie pisał po niemiecku, to nie było jak go ocenić. Teraz ponownie chodzi do siódmej klasy, ale nadal nie dostaje ocen, ponieważ nie nauczył się niemieckiego. Nie ma na to ochoty, więc rodzice zastanawiają się, co z nim dalej zrobić. Niestety, powinien ostro zakuwać niemiecki, biorąc pod uwagę to, że przecież nie wystarczy mu tylko codzienny język, ale musi znać pojęcia fachowe z wielu przedmiotów. Znam również całkiem inną sytuację: chłopaka w wieku 15 lat, który już trochę znał niemiecki, kiedy przybył do Niemiec. W szkole było mu na początku trudno (a poszedł do Gymnasium). Codziennie jednak dużo się uczył: nie tylko na poszczególne przedmioty, ale i ogólnego niemieckiego. Z czasem zaczął sobie radzić równie dobrze jak Niemcy i podejdzie do niemieckiej matury.

Trzy opisane sytuacje są typowe, chociaż oczywiście daleka jestem od stwierdzenia, że każdego ucznia można wpasować w jeden z tych schematów. Mogę jednak powiedzieć, że w jeden z nich z pewnością będzie pasowała większość dzieci z polskich rodzin. Zawsze istnieją indywidualne różnice, jednak te ogólne kategorie powtarzają się najczęściej.

sobota, 22 marca 2014

O kursach polskiego ponownie

Prowadzenie bloga stało się dla mnie w ostatnim czasie trochę bezcelowe, bo widzę, że prawie nikt nie komentuje. Nie wiem, czy to co piszę, komukolwiek się podoba lub kogoś interesuje. Jeśli ja poświęcam sporo czasu na napisanie posta, to cieszyłabym się, gdyby czytelnicy poświęcili minutę na napisanie komentarza... Tym bardziej że piszę raz na tydzień, maksymalnie dwa, żeby było na to wystarczająco dużo czasu. Niby ktoś zagląda na tego bloga, ale nie wiem, czy ktoś czyta. Blog ma co prawda dużo wyświetleń, ale nie wiem, ile osób zagląda na niego celowo, a ile przypadkiem...

Dzisiaj napiszę o moim kursie polskiego, o którym pisałam już tutaj:

Kurs polskiego

Jak już wspominałam, uczę polskiego dorosłych w VHS (Volkshochschule). Nowa edycja kursu rozpoczęła się 19 lutego. Tym razem prowadzę 2 kursy: pierwszy to kontynuacja, drugi dla początkujących. Są to małe grupy, co ma zarówno zalety, jak i wady. Naprawdę muszę powiedzieć tu jedno: nie ma wystarczającej liczby materiałów do nauczania polskiego na rynku. Istnieją co prawda niemieckie podręczniki do nauczania polskiego, z których korzystam, ale muszę bardzo modyfikować treści w nich zawarte. Nie chodzi o to, że podręczniki są złe, lecz raczej o to, że muszę ograniczać gramatykę do minimum. Gramatyka polskiego jest bardzo, bardzo, bardzo skomplikowana i gdybym zaczęła zajmować się na kursie końcówkami, to myślę, że uczestnicy szybko by się zniechęcili. Nie są w końcu studentami polskiego jako języka obcego, chcą się nauczyć komunikować. Jak już nieraz wspominałam, nie jestem zwolenniczką wykluczania gramatyki, absolutnie nie. Chodzi raczej o to, że nauczanie w VHS jest bardzo specyficzne. Na kursach jest dużo starszych ludzi i mają oni po prostu inne cele.

90% ćwiczeń opracowuję więc sama, cały czas myśląc o tym, gdzie Niemcy mogą mieć wątpliwości, czego nie rozumieć. Zawsze zastanawiam się nad tym, żeby przypadkiem nie umieścić gdzieś czegoś, co samej mi byłoby trudno wytłumaczyć, np. dlaczego mówi się "mam dwóch synów", ale "mam czas" itp. W ogóle w polskim jest więcej wyjątków niż reguł i im dłużej uczę swojego języka ojczystego, tym bardziej odkrywam, że słuszność ma tu moje przysłowie "od każdego wyjątku jest reguła"...

Ostatnio zajmowałam się na kursie "zaawansowanym" powtórzeniem zaimków dzierżawczych, a na początkującym powtórzeniem podstawowego słownictwa, wykorzystując samodzielnie opracowane ćwiczenia.  Niedawno udało mi się dorwać do bardzo ciekawego podręcznika, a mianowicie "Polska po polsku":



Mam 2 tomy tego podręcznika i muszę tutaj powiedzieć to, co od dawna twierdzę, czyli: stare podręczniki są najlepsze. Nowe podręczniki są czasami zbyt nowoczesne... W starych podręcznikach co prawda pojawiają się czasami słowa, które dzisiaj nie są często używane, ale można je wykluczyć. Podręcznik "Polska po polsku" wydawnictwa Interpress skupia się na komunikacji. Wyjaśnienia są w trzech językach: polskim, angielskim i francuskim. Spotkałam już kilku Niemców uczących się polskiego, którzy powiedzieli mi, że to najlepszy podręcznik, z jakim mieli do czynienia. Teraz można go kupić chyba tylko na Allegro. Ja mam wydanie z 1986 roku. Układ jest bardzo przejrzysty, logiczny, także korzystam z niego bardzo chętnie.

Ciekawy jest również podręcznik "Wir lernen Polnisch" wydawnictwa Wiedza Powszechna. Wydawnictwo wydało podręczniki do polskiego nie tylko dla Niemców, lecz także dla Anglików, Rosjan, Hiszpanów czy Włochów. Część pierwsza to teksty, część druga zawiera wyjaśnienia gramatyczne. Na moich kursach korzystam z obu części. Pod każdym tekstem jest słowniczek polsko-niemiecki. Słownictwo jest autentyczne, nie abstrakcyjne, co zdarza się w niektórych podręcznikach.



O niemieckich podręcznikach, "Witam" wyd. Hueber i "Razem" wyd. Klett już pisałam, więc nie będę się tu powtarzać.



Jeśli chodzi o "Witam", to częściej niż z samego podręcznika korzystam z zeszytu ćwiczeń, w którym znajdują się dosyć praktyczne, pożyteczne ćwiczonka.

Czy znajdę tu kogoś, kto również naucza polskiego i mógłby wymienić się ze mną doświadczeniami lub też kogoś, kto zna obcokrajowców uczących się polskiego? 

Zdjęcia:

Polska po polsku

Wir lernen Polnisch

Razem

Witam

piątek, 14 marca 2014

"Wetten dass" i Samuel Koch

Wielu z Was zapewne słyszało o wypadku na planie niemieckiego programu "Wetten dass", który zdarzył się w 2010 roku. Dzisiaj chciałabym napisać o tym kilka słów.

"Wetten dass" to program na żywo wyświetlany w niemieckiej telewizji od 1981 roku. Cieszy się dużą popularnością. Kilka lat temu licencję na jego produkcję zakupiła polska telewizja. Z tego, co pamiętam, to polski tytuł brzmiał "Załóż się", ale program nie osiągnął sukcesu. W Niemczech pokazuje go stacja ZDF (Zweites Deutsches Fernsehen).

W programie biorą udział ludzie, którzy zakładają się, że uda im się zrobić coś szczególnego. Poza tym znane osoby zakładają się o to, czy uczestnik odniesie sukces czy też nie - tak w skrócie wygląda koncepcja programu. Poza samymi zakładami można obejrzeć również występy muzyczne zaproszonych gwiazd czy też rozmowy z nimi. W programie często biorą udział gwiazdy światowego formatu, które akurat przebywają w Niemczech z promocją płyt czy filmów.

4 grudnia 2010 roku doszło na antenie do wypadku, o którym długo mówiło się w Niemczech. "Wetten dass" prowadził Thomas Gottschalk, bardzo znany prezenter i aktor. Dzięki "Wetten dass" stał się jeszcze bardziej popularny Można go kojarzyć również z reklam "Haribo" :


Właśnie tego dnia w programie brał udział 23-letni student aktorstwa Samuel Koch, który założył się o to, że uda mu się przeskoczyć przez 5 samochodów wykonując salta przy użyciu szczudeł do skakania. Nie wiem, jak te szczudła nazywają się po polsku, czy jest jakaś specjalna nazwa, ale na filmiku możecie zobaczyć, jak to wyglądało. Mniej więcej od 9 minuty można zobaczyć fragmenty programu mrożące krew w żyłach:

Wetten dass - 04.12.2010

Po raz pierwszy w historii program został przerwany. Stacja ZDF oczywiście sprawdziła potem, czy zostały dochowane wszelkie standardy bezpieczeństwa. Zewnętrzne kontrole wykazały, że producenci programu nie ponoszą winy. Samuel Koch ciężko się zranił, po wypadku opinia publiczna w Niemczech żywo interesowała się jego stanem. Tragizmu sytuacji dodaje, że samochodem, którego Samuel nie zdołał przeskoczyć, kierował jego ojciec. Niestety, młody człowiek do dzisiaj jest sparaliżowany, nie czuje nic od szyi w dół. Po wypadku ponad rok przebywał w klinikach. Obecnie angażuje się charytatywnie i kontynuuje studia aktorskie. Jego autobiografia "Zwei Leben" wydana w kwietniu 2012 roku była bestsellerem i została wyróżniona nagrodą "Goldener Kompass". Autorem przedmowy jest Thomas Gottschalk.

Na oficjalnej stronie S. Kocha można więcej o nim poczytać:

Samuel Koch



Program "Wetten dass" został wznowiony w lutym 2011 roku. Wtedy to Thomas Gottschalk ogłosił swoją rezygnację z prowadzenia, ponieważ stwierdził, że po tym, co się stało, nie jest już w stanie prowadzić "Wetten dass" tak jak wcześniej.

Wypadek wywołał dyskusję na temat związku między ryzykiem a wskaźnikami oglądalności. Każdy ma na ten temat swoje zdanie, ja tylko wyrażę na koniec swoje: jestem przeciwko pokazywaniu w programach rozrywkowych sytuacji narażających uczestników na wypadek lub nawet na śmierć.

Zdjęcia:

Zdjęcie 1

Zdjęcie 2

poniedziałek, 10 marca 2014

Informacja o konkursie

Wielu blogerów językowych zamieszcza dzisiaj tę informację, czynię to i ja. Konkurs organizowany jest przez portal Sprachcaffe i trwa od dziś do 10 kwietnia. W konkursie wygrywa zarówno czytelnik, jak i bloger, którego czytelnik nadesłał najlepsze zgłoszenie. Główną nagrodą dla czytelnika jest kurs językowy wraz z zakwaterowaniem (Brighton, Malta lub Meksyk). Ponadto jest kilka mniejszych nagród rzeczowych. W formularzu konkursowym należy zaznaczyć bloga, z którego czytelnik dowiedział się o konkursie. Odsyłam do formularza, który trzeba wypełnić, aby wziąć udział:

Formularz konkursowy

Jak widać, formularz nie jest skomplikowany i wypełnienie go nie zajmuje wiele czasu, także zachęcam do tego. Liczy się oryginalność, kreatywność i poczucie humoru oczywiście też. Cieszę się, że zostałam zaproszona do udziału, a jeszcze bardziej będę się cieszyć, jeśli ktoś z moich czytelników wygra.




czwartek, 6 marca 2014

Eau de Cologne

Pojęcie "woda kolońska" słyszał chyba każdy, ale może nie każdy zna historię Eau de Cologne. Może nie każdemu przyszło na myśl, że pojęcie odnosi się właśnie do Kolonii.

Zapachy Johanna Marii Fariny (1685-1766) były sukcesem już w XVIII wieku: już cesarz Napoleon zawsze nosił ich flakonik w swoich butach z cholewami, a caryca Katarzyna Wielka kazała je sobie wysyłać do Rosji. Farina odnotował w 1766 roku: "Nie ma w Europie cesarza albo rodziny królewskiej, której bym nie zaopatrywał".

Historia wody kolońskiej zaczęła się w 1708 roku, kiedy to Farina odnotował: "Znalazłem zapach, który przypomina mi włoski wiosenny poranek, górskie narcyzy, kwiaty pomarańczy krótko po deszczu". Sześć lat później rozpoczął pracę w firmie swojego brata "G.B. Farina" w Kolonii. Rozszerzył wtedy asortyment firmy, która sprzedawała francuskie dobra luksusowe, właśnie o perfumy. Jego "Eau de Cologne" szybko została dużym sukcesem sprzedażowym. Zapach stał się popularny w całej Europie dzięki francuskim oficerom stacjonującym w Kolonii.

Wśród stałych klientów Fariny byli brytyjska królowa Victoria, król Bawarii Ludwik II oraz księżna Diana. Podczas II wojny światowej firma straciła wszystkich królewskich klientów. Mimo to sukces perfumy był długotrwały, co przyciągnęło wielu naśladowców. Z biegiem czasu z unikatowej nazwy "Eau de Cologne" powstało pojęcie rodzajowe "Kölnisch Wasser".

Oryginał jest do dzisiaj produkowany przez "Johann Maria Farina gegenüber dem Jülichs-Platz" - to właściwa nazwa firmy. W domu, gdzie powstała "Eau de Cologne", znajduje się dzisiaj "Farina Duftmuseum"

Tutaj strona internetowa firmy, gdzie można kupić oryginalną "Eau de Cologne":

Farina 1709




Źródła:

Zdjęcia

Frau im Spiegel Royal, 2/2014

sobota, 1 marca 2014

Z cyklu "znani Niemcy": Karl Lagerfeld

Dzisiaj przyszła kolej na kolejnego Niemca, czyli Karla Lagerfelda. To właśnie dzięki niemu dom mody Chanel kontynuuje swoją świetność, a poza tym - kto nie słyszał nazwiska "Lagerfeld"?

Karl Lagerfeld urodził się 28 września 1933 w Hamburgu. Poza projektowaniem mody zajmuje się fotografią. Projektował także kostiumy dla potrzeb teatru i opery oraz wygłaszał wykłady dotyczące mody na uniwersytecie sztuki stosowanej w Wiedniu. Poza domem mody nazwanym od własnego nazwiska - Karl Lagerfeld (wcześniej Lagerfeld Gallery) - prowadzi także domy mody Chanel oraz Fendi. O wysokiej renomie tych domów mody chyba nie muszę pisać, gdyż każdy o nich słyszał, nawet jeśli nie interesuje się modą.

Chciałabym opisać drogę sukcesu Karla Lagerfelda. Przez wiele lat utrzymywał, że nie wie, kiedy dokładnie się urodził. W Internecie czy encyklopediach można było spotkać dwie daty - rok 1933 lub 1938. Dopiero w 2013 roku Lagerfeld ujawnił, że urodził się w 1933 roku. Twierdził, że dopiero po śmierci matki odnalazł dokument ze swoją datą urodzenia i że wcześniej ona sama ukrywała przed nim właściwą datę. Nazwisko rodziny brzmiało wcześniej Lagerfeldt, w takiej formie nosił je jeszcze ojciec Karla - Otto Lagerfeldt, który pochodził z Rosji. Karl utrzymywał jednak, że jego ojciec był Niemcem. Wydaje mi się, że chciał stworzyć pewien mit na swój temat. Skoro miał starszą siostrę urodzoną w 1931 roku (Marthę Christiane), to musiał wiedzieć, ile mniej więcej wynosiła różnica wieku pomiędzy nimi.

W 1953 roku wyemigrował razem ze swoją matką do Paryża. Po tym jak w 1955 roku wygrał konkurs mody, otrzymał pracę w domu mody Balmain. Następnie pracował dla domu mody Jean Patou, od 1959 roku m.in. dla Valentino. W 1964 roku opuścił Francję i wyjechał do Włoch, aby tam studiować sztukę. Międzynarodową sławę jako projektant mody uzyskał w 1972 roku, kiedy to wraz z domem mody Chloe stworzył kolekcję Deco. Od 1983 kieruje domem mody Chanel. Mieszka i pracuje w Paryżu.

Karl Lagerfeld jest miłośnikiem literatury, jego prywatna kolekcja liczy ok. 300 000 książek. Jest on człowiekiem bardzo wykształconym, obytym i oczytanym, także pracoholikiem. Jest właścicielem księgarni w Paryżu i wydawnictwa LSD.

W 1983 roku zmarł na AIDS jego partner życiowy, Jacques de Bacher. Od tego czasu żyje sam (a przynajmniej to podaje oficjalnie).

Jest postacią bardzo kontrowersyjną, także w świecie mody, gdyż preferuje bardzo chude modelki, nawet wychudzone. W 2004 roku zaprojektował ubrania dla H&M, rozpoczynając współpracę znanych projektantów z tą marką. Jak wiadomo, H&M sprzedaje też ubrania w większych rozmiarach, na co Lagerfeld zareagował: "To, co zaprojektowałem, jest modą dla szczupłych ludzi. To był pierwotny pomysł".

Obsesja na punkcie chudości wynika prawdopodobnie z faktu, że Lagerfeld przez wiele lat był otyły (zaczął tyć po śmierci swojego partnera życiowego). Pod koniec 2000 roku przeszedł na dietę, na której w ciągu 13 miesięcy schudł 42 kg. Sam twierdzi, że postanowił schudnąć, aby móc nosić wąskie garnitury Diora. Od 1976 roku nosi włosy splecione w koński ogon, jego znakiem firmowym są również okulary przeciwsłoneczne.

Lagerfeld zakochany jest w swojej kotce - Choupette, której materialnie wiedzie się lepiej niż większości ludzi, która ma nawet osobistą służbę i nawet konto na Twitterze.

Słynne cytaty Lagerfelda:

"Jestem pewnego rodzaju wampirem, który wysysa krew z ludzi" (1975) - o pracoholizmie

"Życie to nie konkurs piękności, niektórzy brzydcy ludzie są wspaniali. To, czego nienawidzę, to złośliwi, brzydcy ludzie. Najgorsi są brzydcy, niscy mężczyźni. Kobiety mogą być niskie, ale w przypadku mężczyzny jest to niedopuszczalne" (2003) - o nieatrakcyjnych i niskich ludziach

"Jestem karykaturą samego siebie i lubię to. To jest pewnego rodzaju maska. Dla mnie karnawał w Wenecji trwa cały rok" (2007) - o swoim wizerunku

To farmerzy są mili dla krów i świń, a potem je zabijają. Są większymi hipokrytami od myśliwych. Myśliwi nie pochlebiają zwierzętom. Nie podoba mi się to, że ludzie zarzynają zwierzęta, ale nie podoba mi się również, że zarzynają ludzi. Najwidoczniej jest to bardzo popularne na świecie" (2010) - o futrach i okrucieństwie wobec zwierząt 

Stworzyłem dietę i mój doktor zarobił na tym pieniądze. Sprzedaliśmy prawie milion egzemplarzy. Nie dotykam cukru, sera, pieczywa… To była bardzo dobra, zdrowa rzecz. Najlepszy krok w moim życiu i w dodatku łatwy. Lubię jedynie to, co mi wolno robić. Jestem ponad pokusą. Nie mam słabości. Kiedy widzę tony jedzenia w studiu, dla mnie to jedzenie zrobione z plastiku. Pomysł, żeby to włożyć do ust nawet nie przychodzi mi do głowy. Jestem jak zwierzyna w lesie. Ona też nie dotyka tego, czego nie może zjeść" (2011) - o swojej diecie 

Uważam, że tatuaże są okropne. To jak całe życie chodzić w sukience Pucci. Kiedy jesteś młody i jędrny, może jest to Ok, ale później…” (2012) - o tatuażach 



Lagerfeld kiedyś:





Źródła:

Tekst 1

Tekst 2

Cytaty

Zdjęcie 1

Zdjęcie 2

Zdjęcie 3

Zdjęcie 4