sobota, 12 kwietnia 2014

"Eine Polin". Kilka komicznych sytuacji z codzienności

Czasami chciałabym uciec do kraju, w którym nie ma żadnych wyobrażeń na temat Polaków, np. na jakąś małą wyspę w Oceanii czy sama nie wiem gdzie. Są dni, kiedy uprzedzenia odnośnie Polaków niesamowicie działają mi na nerwy i kiedy zastanawiam się, skąd niektórzy ludzie je mają. Spotykam na swojej drodze Niemców, którzy wykazują się niebywałą ignorancją. Takich nic nie przekona. Dzisiaj chciałabym opisać kilka zabawnych/żałosnych (niepotrzebne skreślić) sytuacji, które przeżyłam w ostatnich tygodniach.

1) Kiedy Niemcy nie pamiętają imion, to często mówią "der Pole" czy "die Polin". Często się z tym spotykam, ale przez większość Niemców jest to uważane za obraźliwe. Polacy przecież też mają imiona. Ostatnio zdarzyło się, że byłam w towarzystwie kilku Niemców. Jeden z nich nie mógł sobie przypomnieć, jak się nazywam, więc w mojej obecności określił mnie jako "die Polin". Kiedy dziwnie na niego spojrzałam (na pewno było po mnie widać, że uznałam to za obrazę), zorientował się, że popełnił gafę i zaczął się tłumaczyć: "Tak ludzie mówią, kiedy nie pamiętają imienia. Nie ma w tym nic obraźliwego". Ja mu odpowiedziałam, że wystarczy zapytać o imię, jeśli się nie pamięta.

2) Druga sytuacja... Ponownie byłam w towarzystwie Niemców. Rozmawialiśmy o tym, na co trzeba zwracać uwagę, szukając dobrego hotelu w Polsce. Uwzględnione zostały różne czynniki. Wtedy to ktoś rzekł, że szczególnie ważny jest garaż. Ja na to powiedziałam, że to rzeczywiście bardzo ważne, bo w miastach często jest za mało miejsc parkingowych. On na to odpowiedział: "Ale ja miałem na myśli coś innego". Wtedy dopiero przyszło mi do głowy, że on miał na myśli to, że w Polsce lepiej jest mieć garaż, w którym można trzymać samochód, gdyż szybko może zostać ukradziony... Znowu odezwały się stereotypy i to w człowieku, od którego bym się tego nie spodziewała, ale w sumie już nic mnie nie zaskoczy.

3) Na koniec sytuacja nieco zabawna. U mnie w mieście, a przynajmniej w mojej części, na usługach jest jeden kominiarz. Teraz nastał taki czas, że ma on więcej pracy. Kominiarz to po niemiecku "Schornsteinfeger" (też "Kaminkehrer"). Kominiarz, który pracuje w mojej części miasta, to młody chłopak. Na pewno nie ma jeszcze 30 lat. Bardzo sympatyczny, towarzyski. Po polsku zna on tylko jedno słowo, a mianowicie "kominiarz". W moim mieście jest bardzo dużo starszych ludzi. W przeważającej większości mieszkają oni sami lub też z opiekunkami z Polski. Facet nauczył się więc słowa "kominiarz" po polsku, gdyż opiekunki oczywiście nie mówią płynnie po niemiecku i nie rozumiałyby, o co chodzi. Kilka dni temu rano akurat byłam w pracy - dorabiam jako opiekunka osób starszych. Byłam właśnie u dziadka, u którego pracuję na godziny. Dziadziuś jadł śniadanie, ja czytałam gazetę, a tu słyszymy dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo normalnie nikt nie przychodzi tak wcześnie rano. Otwieram drzwi, a tu widzę tego kominiarza. On mówi do mnie: "Guten Morgen, ich bin Schornsteinfeger". Ja spojrzałam na niego zaskoczona, bo w życiu nie spodziewałam się jego odwiedzin. On pomyślał, że nie rozumiem i mówi: "kominiarz, kominiarz". Wtedy zaczęłam się śmiać i pogadałam z nim trochę po niemiecku. Facet mnie kojarzył i wiedział, że jestem Polką. No cóż, to małe miasto i zna się wszystkich.

27 komentarzy:

  1. Oj tak, wiele juz takich sytuacji spotkalam, choc jestem w Niemczech niedlugo. Najswiezszy przyklad z wczoraj:
    Znajomi prosili o pomoc w przeprowadzce, ze wzgledow zawodowych zalezalo im natym, zeby poszlo to szybko i sprawnie. Skrzykneli wszystkich swoim przyjaciol, rodzine, znajomych i zaczelismy wszystko przewozic, porzadkowac, sprzatac. Wielu z tych ludzi widzialam pierwszy raz w zyciu. Po przyjsciu przywitalam sie normalnie, przedstawilam wszystkim po kolei, ale nie bylam zbyt rozmowna, bo nie czulam sie tego dnia najlepiej. Usiadlam z wszystkimi na tarasie i przysluchiwalam sie rozmowie nie biorac w niej w zasadzie udzialu. Pozniej, kiedy mialam z tymi ludzmi stycznosc zkazdym z osobna, bo kazdy mial inne zadania i wyznaczone obowiazki, okazalo sie, ze wiekszosc z nich byla przekonana o tym, ze ja nie tylko nie mowie, ale i nic nie rozumiem po niemiecku. Zaczynali ze mna rozmowe w charakterystyczny sposob, mowiac pooowoooli i wyyyraznieee, uzywajac "rak i nog" zeby pomoc mi w zrozumieniu o co chodzi. Po pierwszej mojej odpowiedzi dopiero orientowali sie w sytuacji. Niektorzy sie smiali, niektorzy wrecz przepraszali, bo: "znaja wielu Polakow, ktorzy nie rozumieja niemieckiego choc mieszkaja tu juz sporo czasu". Skoro tak, wystarczy spytac, nie zakladajac od razu, ze koro Polka to "nix fersztejen", oder? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama przeżyłam podobne sytuacje...

      Usuń
    2. Schneewittchen - czy Ty wiesz, kim ja jestem? Jeśli tak, to będziesz wiedziała, o co chodzi, kiedy powiem, że u mnie nic się nie zmieniło i że osiągam znaczne sukcesy.

      Usuń
    3. Droga Magdo! Nie, nie wiem kim jestes, nie wiem co masz na mysli. Wiem tylko tyle co przeczytalam na Twoim blogu, znam miejscowosc w ktorej mieszkasz i z pewnych wzgledow Twoja historia jest mi bliska. Mam na mysli wyjazd, podejscie do wielu spraw itp. Serdecznie pozdrawiam :) Sledze na biezaco :)

      Usuń
    4. To alles klar :) Byłaś w mojej miejscowości albo słyszałaś o niej wcześniej?

      Usuń
    5. Tak, bylam tam kilka razy. Mam znajomego w Kletterparku. Mialam okazje pospacerowac troche po tej uroczej miejscowosci.

      Usuń
    6. Kto by pomyślał? Szkoda, że się nie spotkałyśmy. Na pewno miałybyśmy wiele tematów do rozmów :)

      Usuń
    7. Tez mam takie wrazenie... no... moze jeszcze kiedys... kto wie? :-)

      Usuń
  2. Nie mieszkam w Niemczech, byłam tam tylko 4 razy, przykre jest to, że jeszcze nie zwalczyliśmy stereotypów, one chyba były, są i będą.. jak ja walczę z moimi znajomymi, żeby nie postrzegali Niemców tylko z perspektywy II WŚ i Hitlera tak Tobie pozostało "walczyć" o to, żeby nie uważali nas tylko za złodziei..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawe post! Poproszę więcej takich o codziennym życiu w Niemczech!:)

    Przykre jest jednak to, w jaki sposób jesteśmy postrzegani przez Niemców. Jesteśmy w końcu bardzo dobrze wykształconym narodem, większość młodych ludzi mówi w językach obcych, nasza gospodarka ciągle się rozwija, żyjemy na coraz lepszym poziomie, rozwijamy się kulturalnie, a w Europie Zachodniej wciąż pokutują o nas spleśniałe stereotypy. To takie niesprawiedliwe, że cały naród postrzegany jest przez pryzmat jednostek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Caly narod postrzegany jest nie przez pryzmat jednostek, lecz dzieki wiekszosci Polakow, ktorzy sa tutaj, za granica. To oni tworza obraz nas - Polakow. Nie wiem jak rzecz wyglada statystycznie, nie znam wielu Polakow w Niemczech, ale wsrod tych ktorych znam wiekszosc to wlasnie chamscy ignoranci, ktorzy nie ucza sie jezykow bo przeciez potrafia sie dogadac i to wystarczy (a od ich niemieckiego az uszy wiedna). Osoby takie jak zalozycielka tego bloga naleza niestety do mniejszosci. Nie uogolniam, nie mowie ze wszyscy sa tacy - na szczescie. Ale rodacy, z ktorymi ja mialam okazje sie stykac nie potrafia sie w pelni przystosowac do tutejszego spoleczenstwa, o kulturze juz nie wspomijajac, a samym sobie wzajemnie podkladaja klody pod nogi. Kruk krukowi oka nie wykole, ale Polak Polakowi za granica - jak najbardziej :(

      Usuń
    2. Schneewittchen, zgadzam się w całej rozciągłości. Nic dodać, nic ująć

      Usuń
    3. Anonimowy: szczerze mówiąc, to nie wiem, gdzie w Polsce widać lepszy poziom życia. Z kimkolwiek rozmawiam, każdy mówi, że jest coraz gorzej. Jeżeli jest niby lepiej, to dlaczego młodzi ludzie uciekają z Polski i nie wracają?

      Usuń
    4. Dziewczyny, no to jak ma ewoluować opinia o Polakach za granicą, skoro nawet Wy, Polki z krwi i kości, nic dobrego o Polsce powiedzieć nie umiecie? Nic tylko narzekanie, że bieda, że brak perspektyw, że pijaństwo, że cwaniactwo. Ja mieszkam w Małopolsce i tu naprawdę widać, że ludziom lepiej się wiedzie. Bo wyjeżdżają na wakacje, mają piękne, odremontowane domy, spędzają weekendy ze znajomym i ogólnie cieszą się z życia. A Ty, Magdaleno, jesteś nieobiektywna, bo obracasz się w kręgu emigrantów, czyli ludzi, którym w Polsce się nie powiodło i na podstawie ich opinii kształtujesz swoją opinię o Polsce.

      Usuń
    5. Gdybyś czytał/a tego bloga regularnie, to byś wiedział/a, na jakiej podstawie piszę. To, że tysiące ludzi uciekają z Polski, to fakty, nie wymyśliłam tego sobie. Nie wiem też, skąd wiesz, w jakich kręgach się obracam. Nieraz pisałam o tym, że więcej kontaktu mam z Niemcami niż z Polakami. Nieraz pisałam też o tym, że o Polsce opowiadam tylko dobrze, kiedy rozmawiam z Niemcami. Jestem zdania, że nikt nie będzie mówił dobrze o naszym kraju, jeśli my nie będziemy tego robić. Zresztą z moich obserwacji wynika, że to czyny o nas świadczą o wiele bardziej niż słowa.

      Usuń
    6. Poza tym - ja naprawdę nie widziałam w Polsce perspektyw. Dzisiaj też ich nie widzę. Nawet jeśli kiedyś wrócę, to będę dalej prowadzić własną firmę, bo wolę pracować za 1500 zł tylko na swój rachunek, a nie dać się wykorzystywać przez kogoś.

      Usuń
  4. Ja mieszkam w Krakowie i nikt z moich znajomych ani nawet rodziny nigdy niewyjechal za granice. Wszyscy znalezli swietne prace tutaj i zalozyli rodziny. Mam 27 lat i stac mnie na wlasne meiszkanie, wyjazdy za granice i markowe kosmetyki, moi znajomi-tez rowiesnicy powoli buduja sobie domy. Wiekszosc z nas pokonczyla filologie wiec nasze zarobki moze sa troche wyzsze niz innych. W kazdym badz razie ja zaczelam pracowac na ostatnik romu germanistyki, i nigdy nie zarabialam mniej niz 4000 zl. Wiadomo, ze w roznych miastach jest rozne zapotrzebowanie na rozne zawody, i ztym trzeba sie liczyc, a takze to trzeba brac pod uwage przy wybieraniu potencjalnego zawodu i studiow. W Krakowie zapotrzebowanie na filologow jest ogromne i w ciagu najblizszy lat utworzone zostanie 4 000 miejsc pracy dla samych osob znajacyh jezyk niemiecki. gdybym przeniosla sie na przyklad do Lodzi, to wiem, ze ze znalezieniem pracy byloby ciezko: Lodzka gospodarka opiera sie na innych galeziach, i inne takze jest zapotrzebowanie na pracownikow. Jesli ktos tego nie moze zrozumiec, to jas ie nei dziwie, ze tyle bezrobotnych w tym kraju jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że zapotrzebowanie w różnych częściach kraju jest różne. Faktem jest jednak, że ogromna część społeczeństwa zarabia najniższą krajową. Są biedne regiony, jak np. Podkarpacie, z którego pochodzę. Dobrze wiem, jak ciężko tam jest. W Niemczech zarabiam co prawda mało, pracuję na 450-Euro-Basis i trochę dorabiam. Stać mnie na niewiele. Opłacam rachunki, kupuję jedzenie, czasami gdzieś wyjdę. To by było na tyle, ale dla mnie nigdy nie liczyły się rzeczy materialne. Liczy się godne traktowanie mnie jako pracownika i satysfakcja z pracy. Nie potrzebuję własnego mieszkania ani markowych kosmetyków. W życiu nie chodzi mi o pieniądze, jestem minimalistką.

      Usuń
    2. Pani Magdo, jak wygląda sytuacja z pracą w Twojej okolicy (albo w całym landzie), kto z Polski ma największą szansę na zatrudnienie – liczy się znajomość języka, dobry zawód, doświadczenie czy może coś innego?
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Jeszcze o tym napiszę, ale ogólnie mogę powiedzieć, że jest praca dla Polaków, ale praca fizyczna. Znajomość języka się liczy, ale wystarczą tak naprawdę podstawy albo często nawet i bez nich się obejdzie. Z dyplomem i znajomością języków jest ciężko, sama tego doświadczyłam.

      Usuń
  5. Ja zawsze mówię, że skoro my jesteśmy złodziejami, to Niemcy dalej mordują Żydów i marzą o zajęciu połowy globu. To zazwyczaj powoduje spięcia, ale to dość dobry argument. Stereotyp kontra stereotyp. ;) Oburzenie jest zawsze bezcenne, a potem można zacząć dyskusję i wyjaśnić jaki i co :P.

    OdpowiedzUsuń
  6. Od pewnego momentu spotykam się wiecznie z sytuacją kiedy Niemcy są zaskoczeni, że ja tak dobrze gadam i rozumiem ich język. Bo przecież tylu Polaków nie umie się tutaj dogadać... Ale nie tylko Polaków. Problem mają też Rosjanie czy Turcy albo Ukraińcy i Rumuni. Prawda jest taka, że wielokulturowość kraju trochę wypiera stereotypy, bo coraz więcej ludzi gada różnie. Kazdy z innym akcentem i jeszcze inną znajomością języka. Aczkolwiek nie przepadam mimo to mówić skąd pochodzę. Zauważam lekkie zażenowanie rozmówcy. Polska sama zapracowała sobie na taki pogląd. I nie tylko Niemcy myślą o nas tak a nie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Wstrząsający jest fakt, że żony Turków nie potrafią nic w ząb niemieckiego. Pewnie to dlatego, że mężowie pracują, a one siedzą w domu i pilnują dzieci. Masakra. Podobnie jest z Bułgarami i Rumunami. :/

      Usuń
  7. W Polsce niestety dla większości ludzi liczą się rzeczy materialne (auto, dom , telewizor na całą ścianę itp.)Dobrze, że napisałaś w komentarzu o godnym traktowaniu człowieka jako pracownika i satysfakcji z pracy. To ważniejsze od zarobków. Od siebie dodałabym podejmowanie mądrych, przemyślanych decyzji, których za kilka chwil nie trzeba będzie poprawiać ze zdwojonym nakładem sił i funduszy.

    OdpowiedzUsuń