sobota, 27 września 2014

Czasownik "legen". Cz. 1

Podstawowe znaczenie czasownika "legen" to "kłaść", "położyć": 

Ich habe das Buch auf den Tisch gelegt. – Położyłam książkę na stół.
Legst du die Unterlagen in die Schublade? – Położysz dokumenty do szuflady?

Czasownik ten często jest mylony z „liegen“. Trzeba tu uważać na wymowę, ponieważ „liegen” oznacza „leżeć”.

Ich lege mich ins Bett. – Kładę się do łóżka. (biernik/Akkusativ – czasownik „legen“ odpowiada na pytanie „wohin?“)

Ich liege im Bett. – Leżę w łóżku. (celownik/Dativ – czasownik „liegen” odpowiada na pytanie „wo?”)

Er legt das Buch auf den Tisch. – On kładzie książkę na stół.
Das Buch liegt auf dem Tisch. – Książka leży na stole.

das Tuch auf den Tisch legenpołożyć obrus na stół
das Fleisch in den Kühlschrank legenwłożyć mięso do lodówki
die Füße auf den Stuhl legenpołożyć stopy na krzesło
Er legte seine Hand auf meinen Arm. – Położył dłoń na moje ramię.

Inne znaczenia czasownika „legen“:

etwas aus der Hand legenwróżyć z ręki
Karten legenwróżyć z kart

viel Gefühl in etwas legen wkładać w coś dużo uczucia
Ich lege viel Gefühl in meine tägliche Arbeit. – Wkładam dużo uczucia w moją codzienną pracę.

jemandem nahelegen, etwas zu tun – radzić komuś coś zrobić

Dem Chef hat man den Rücktritt nahegelegt. – Szefowi doradzono rezygnację.

Das legt die Vermutung nahe, dass… - To nasuwa przypuszczenie, że…

etwas offenlegen wyjawiać, ujawniać coś
Die Ursachen der Katastrophe wurden offengelegt. – Przyczyny katastrofy zostały ujawnione.

Eier legenznosić jajka
Die Henne hat ein Ei gelegt. – Kura zniosła jajko.

Feuer legenpodkładać ogień

jemanden ins Bett legenkłaść kogoś do łóżka
ein Kind schlafen legenpołożyć  dziecko spać

etwas in Marinade legenmarynować coś
Oliven in Öl legenzalewać oliwki olejem

die Stirn / das Gesicht in Falten legenzmarszczyć czoło / twarz
Er legte sein Gesicht in Falten. – On zmarszczył twarz.

Haare legenukładać włosy
sich die Haare in Wellen / in Locken legenukładać sobie włosy w fale / w loki

den Hund an die Kette legenprzywiązać psa do smyczy

Fliesen oder Bodenbelag legenkłaść płytki albo wykładzinę
Man muss das Parkett noch legen. – Trzeba jeszcze położyć parkiet.

Kabel, Schienen legenprowadzić kable, szyny

Minen legenpodkładać miny
Schlingen legenzastawiać sidła
Schlingen sind überall gelegt. – Wszędzie są zastawione sidła.

Kartoffeln / Bohnen / Erbsen legensadzić ziemniaki / fasolę / groch 

czwartek, 18 września 2014

Dlaczego tak niewielu zbrodniarzy nazistowskich zostało ukaranych? Cz. 1

W wydaniu tygodnika "Der Spiegel" z 25.08.2014 przeczytałam bardzo ciekawy artykuł pt. "Die Schande nach Auschwitz" ("Hańba po Auschwitz") autorstwa Klausa Wiegrefe. W tekście chodziło o to, dlaczego tylu zbrodniarzy nazistowskich uniknęło odpowiedzialności za swoje czyny. Każdy słyszał o procesach w Norymberdze, ale dlaczego zostali w nich osądzeni tylko nieliczni zbrodniarze? Artykuł w "Der Spiegel" dokładnie omawia tę sprawę. Jest moim zdaniem bardzo ciekawy i dlatego chciałabym się z Wami podzielić jego treścią. Przedstawiam tu najważniejsze informacje, nie jest to dosłowne tłumaczenie.

Tekst dotyczy przede wszystkim obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Zginęło tam 1,1 miliona ludzi. Na początku tego roku została zaprzepaszczona ostatnia szansa ukarania kilku zbrodniarzy.



19 lutego 2014 roku śledczy krajów związkowych Nadrenii Północnej-Westfalii, Bawarii, Hesji i Badenii-Wirtembergii wtargnęli w dwunastu miejscowościach do mieszkań podejrzanych. Co prawda najpierw zostało sprawdzone, czy podejrzani posiadają pozwolenie na broń albo na używanie materiałów wybuchowych, ale trudno było oczekiwać od nich obrony, zważywszy na to, że najmłodszy z nich miał 88 lat. Następnego dnia prokuratora ogłosiła, że przeszukano mieszkania pracowników obozu koncentracyjnego Auschwitz. Światowe media, takie gazety jak Los Angeles Times, Le Figaro albo El País, również o tym pisały. Die Welt ogłosił przeszukania jako największą od dziesięcioleci akcję tego typu przeciwko rzekomym zbrodniarzom nazistowskim. Widać, że również 70 lat po wyzwoleniu obozu wzbudza on ogromne emocje. Nic dziwnego - wiadomo przecież, że kości jego ofiar były rozdrabniane i sprzedawane pobliskiej formie produkującej nawozy, popiół pozostały po spalonych ciałach był używany do budowy ulic, z kobiecych włosów powstawały nici i filc, a złote zęby były przetapiane i powierzane bankowi Rzeszy.

Na liście śledczych znajdowało się 30 osób: 24 mężczyźni i 6 kobiet. Byli to głównie urzędnicy, przede wszystkim dozorcy w obozie, poza tym księgowi, sanitariusze, telefoniści. Znaczenia postępowania śledczego nie umniejsza to, że wykonywali oni jedynie rozkazy. Niemiecka opinia publiczna odnotowała, że Niemcy jeszcze raz spróbowali trochę poprawić bilans najbardziej wstydliwego etapu swojej historii.

Autor artykułu dodaje, że bilans ten wypada kiepsko w stosunku do rozmiaru zbrodni. Historyk Andreas Eichmueller policzył, że spośród 6500 pracowników SS służących w Auschwitz, którzy przeżyli wojnę, skazanych zostało jedynie 29 osób. Jest to tzw. "druga wina" ("die zweite Schuld") Niemców. Po wojnie zbyt długo wypierano fakty i zmarnowano szansę na postawienie przed wymiarem sprawiedliwości i osądzenie większości zbrodniarzy. Pojęcie "drugiej winy" ukłuł w 1987 roku pisarz Ralph Giordano, który przeżył holocaust.

Następnym razem pojawi się kolejna część z najważniejszymi informacjami z artykułu. Dowiecie się, dlaczego osądzono tak mało osób odpowiedzialnych za zbrodnie i jak opieszale pracowały niemieckie sądy. Gdyby naprawdę się starały, mogłyby ukarać tysiące winnych.

Zdjęcie

niedziela, 14 września 2014

Jak nauczyć się niemieckich przypadków? Cz. 2

Widzę, że temat uczenia się przypadków spotkał się z dużym zainteresowaniem. Dzisiaj polecę jeszcze kilka metod nauki, a potem podręczniki gramatyczne. Pod koniec przyszłego tygodnia pojawi się ciekawy wpis o pewnym etapie historii Niemiec. Następnie post o tym, jakie książki czytam po niemiecku. Jestem zadowolona, bo w jednej z moich prac mam 2 tygodnie wolnego. Szef wyjeżdża na urlop, a ponieważ pracuję tylko z nim, to też mam wolne. Oczywiście pozostają mi inne prace, ale mimo to będę mieć więcej czasu.

Dzisiejszy temat dotyczy przypadków na co dzień. Musimy sobie uświadomić, że mamy z nimi do czynienia non stop. Tak jak wspominałam ostatnio - nieznajomość przypadków czy też niedokładność w ich uczeniu się zawsze wyjdzie w którymś momencie nauki, chociażby przy rekcji czasownika. Myślę, że warto ćwiczyć przypadki nie tylko za pomocą ćwiczeń gramatycznych, ale także z pomocą różnych innych tekstów.

1. Czytanie tekstów. Jeśli ktoś jest na początkowym etapie nauki, to niech sięgnie do podręcznika, który już przerobił. Można poczytać teksty, które już się zna i zaznaczać sobie, gdzie mamy w nich Dativ czy też Akkusativ. Można znaleźć ciekawe teksty chociażby na Deutsche Welle lub czytać książki przygotowane dla uczących się języka. Czytajcie to, co Was interesuje. Na Deutsche Welle są teksty do wielu tematów.

2. Dobrą metodą jest pisanie tekstów odnoszących się do nas samych, np. opis dnia lub tekst o pracy. Pisząc takie teksty, możemy wpychać przypadki "na siłę" i w ten sposób fajnie je poćwiczyć. Ja robię tak po fińsku. Ten sposób bardzo pomógł mi w nauczeniu się przypadków. Pamiętam, że podobnie robiłam kiedyś z niemieckiego. Teksty dawałam do sprawdzenia nauczycielce.

3. Polecam także niemiecką muzykę. Jeśli macie ulubionego piosenkarza czy ulubioną piosenkarkę, to znajdźcie tekst jakiejś piosenki i spróbujcie odkryć w nim przypadki. Zdaję sobie sprawę, że niektórych może to zniechęcić, ale w końcu chodzi o to, żeby wiedzieli, że przypadki są wszędzie. Może przyjemniej będzie się uczyć, słuchając ulubionej muzyki.

4. Podobna metoda tyczy się filmów. Logiczne jest, że nie trzeba rozumieć każdego słowa. Podobnie jak w czytaniu - nie o to chodzi. Jednak: oglądając jakiś film po niemiecku, możemy wybrać sobie jedną scenę, spisać napisy do zeszytu i potem poszukać przypadków.

5. Zawsze polecałam, polecam i będę polecać tłumaczenie zdań. Z doświadczenia wiem, że moi uczniowie lubią takie ćwiczenia. Zawsze słyszę: "O super, tłumaczenie!" A dlaczego tak jest? To proste - na etapie początkowym czy nawet średnio-zaawansowanym większość osób tłumaczy z języka ojczystego. Ćwiczenia tłumaczeniowe pomagają uświadomić sobie różnice między językiem ojczystym a obcym. Pomagają nam wyrazić myśl w języku obcym, zrozumieć fakt, że musimy myśleć po niemiecku, a nie po polsku. Wtedy gołym okiem widoczne są różnice, również w przypadkach. Jest przecież trochę czasowników, które po niemiecku łączą się z innym przypadkiem niż po polsku. Wielu uczących się dostrzega w ten sposób również, jak należy tłumaczyć zaimki. Im wyższy poziom znajomości języka, tym bardziej tłumaczenie zanika. Uczeń zaczyna wyrażać myśli od razu w języku obcym, jednak ćwiczenia tłumaczeniowe na każdym etapie nauki są istotne i potrzebne. Wiem, że przez niektórych nauczycieli są one zaniedbywane, a szkoda. Ja doceniam je nie tylko na podstawie mojej wiedzy z dydaktyki i metodyki, ale przede wszystkim dzięki wieloletniemu doświadczeniu w nauczaniu.

Na koniec chciałabym jeszcze zaznaczyć, że zaznaczanie przypadków w tekstach różnego rodzaju związane jest z tym, że na pewno będziecie chcieli, żeby ktoś sprawdził, czy poprawnie rozpoznaliście przypadki. Jeżeli nie macie nauczyciela, który by to zrobił, to zawsze możecie napisać do mnie z problemowym zdaniem, Na pewno pomogę rozwiać wątpliwości.

wtorek, 9 września 2014

Jak nauczyć się niemieckich przypadków? Cz. 1

Dziś zacznę przedstawiać moje wskazówki co do uczenia się niemieckich przypadków. Z doświadczenia wiem, że sprawiają one uczącym się problemy, także dlatego że niektóre czasowniki po niemiecku łączą się z innym przypadkiem niż po polsku. Do tego dochodzi kwestia przyimków łączących się z poszczególnymi przypadkami. Ważna jest jeszcze kwestia wyrażania polskich przypadków, których nie ma w niemieckim, przede wszystkim narzędnika.

Tutaj kilka moich uwag:

1. We wprowadzaniu przypadków powinna być zachowana właściwa kolejność. Od początku mamy mianownik (Nominativ), następnie powinien pojawić się biernik (Akkusativ), kolejno celownik (Dativ), na końcu dopełniacz (Genitiv). Jeśli chcemy poprawnie mówić po niemiecku, to musimy pamiętać także o kolejności przypadków w zdaniu. Zawsze byłam i będę przeciwko wprowadzaniu przypadków naraz. Chyba jeszcze nikomu nie wyszło to na dobre. Od uczących się niemieckiego w Niemczech na kursach w szkołach językowych często słyszę, że mieli wprowadzane przypadki naraz. Skutek jest taki, że nie potrafią poprawnie stosować żadnego z nich. Nie jestem pewna, ale wynika to chyba z tego, że niemieccy nauczyciele nie zdają sobie sprawy z trudności, jakie mają uczniowie. Uczą swojego języka ojczystego, to trudniej jest im wczuć się w sytuację ucznia. Coś o tym wiem, bo przecież uczę polskiego jako języka obcego.

2. Jak ja nauczyłam się przypadków? Pamiętam, chociaż było to w podstawówce. Przypadki miałam wprowadzane właśnie w kolejności wymienionej powyżej i myślę, że pomogło mi to, że robiliśmy masę ćwiczeń. Dużo, dużo, dużo ćwiczeń. Poza tym nauczycielka dawała nam dużo zdań do tłumaczenia z polskiego na niemiecki - wtedy wyraźniej można było zobaczyć różnice w zastosowaniu. Uświadomiła nam, że polskie przypadki wyraża się po niemiecku często inaczej. Szczególną uwagę zwróciła na narzędnik. Odpowiedź na pytanie "kim? czym?" musimy po niemiecku wyrazić w odpowiedni sposób:

Piszę długopisem. --> Ich schreibe mit dem Kuli.
Jadę samochodem. --> Ich fahre mit dem Auto.
Lecę samolotem. --> Ich fliege mit dem Flugzeug.
Podróżujesz często metrem? --> Reist du oft mit der U-Bahn?
Rzucam piłką. --> Ich werfe mit dem Ball.
Ubijam śmietanę trzepaczką. --> Ich schlage die Sahne mit dem Schneebesen.

To oczywiście podstawowe przykłady. Wyrażanie narzędnika jest bardziej rozbudowane. Tutaj pytanie: Czy chcecie, żebym bardzo dokładnie zajęła się tym tematem?

3. Po dokładnym nauczeniu się rodzajników określonych i nieokreślonych przychodzi kolej na przyimki. Najpierw te łączące się z biernikiem, potem z celownikiem, potem przyimki łączące się z oboma tymi przypadkami. Kiedyś pojawiają się przyimki łączące się z dopełniaczem. Do tego dochodzi rekcja czasownika.

Nauczyłam się tego również etapami. Kiedy już miałam świetnie opanowane rodzajniki, to nauczenie się przyimków przyszło mi z łatwością. Uczyłam się w zdaniach, np.:

Wir sind gegen das neue Verbot. --> Po nauczeniu się takiego zdania widzę od razu, że przyimek "gegen" łączy się z Akkusativem.

Na tej samej zasadzie uczyłam się rekcji czasownika.

Po nauczeniu się zdania: "Wir halten uns an das Thema", widzę już, że czasownik "sich halten" łączy się z "an", które w tym wypadku rządzi biernikiem.

Oczywiście uczenie się na tej zasadzie wymaga doskonałej znajomości rodzajników. Wiem, że dla niektórych może to być nieco skomplikowane, ale prawda jest taka, że bez rodzajników w jednym palcu nie zajdziemy w niemieckiej gramatyce daleko, bo ich nieznajomość zawsze w którymś momencie będzie przeszkadzać.

4. Ja musiałam wybrać dla siebie powyższą metodę, właśnie uczenie się z kontekstu, ponieważ nie jestem wzrokowcem ani słuchowcem. Każdego języka uczyłam się i uczę się w ten sposób. Nie ma przecież zdania bez sytuacji. Pomyślcie, jak często słyszycie zdanie: "Ale to jest wyrwane z kontekstu". W kontekście jest łatwiej, prawda? Odnosi się to nie tylko do nauki języków obcych, ale ogólnie do nauki czegokolwiek. Pamiętam, jak w szkole okropnie nie lubiłam przedmiotów przyrodniczych. Miałam z nich jednak bardzo dobre oceny. Nigdy nie uczyłam się na pamięć. Zawsze starałam się wyobrazić sobie daną sytuację, w której mogłabym zastosować regułę czy jakąś abstrakcyjną definicję. Sytuacja zawsze się znajdzie. Tę metodę przekazałam mojej siostrze. Efekt jest taki, że wiele definicji z matematyki potrafi powtórzyć do dzisiaj, a przecież dawno skończyła szkołę :) Dobrze ją wyedukowałam!

Zawsze bardzo lubiłam i do dzisiaj uwielbiam historię. Kiedyś jeszcze na 100% będę ją studiować. Były jednak oczywiście wydarzenia, które niespecjalnie mnie interesowały. Wtedy stawałam się w myślach Fryderykiem I Barbarossą czy Anną Boleyn. Wyobrażałam sobie sytuacje, w jakich znajdowały się te osoby i od razu łatwiej było mi się wszystkiego nauczyć. Kiedy uczyłam się o wojnach, to wyobrażałam sobie, jak walczę na froncie. Moje metody uczenia się języków obcych są bardzo podobne. Kontekst, sytuacja i jeszcze raz kontekst. 

Kolejnym razem polecę kilka innych metod, potem pojawią się materiały, z jakich możecie skorzystać, ucząc się przypadków. Polecę sprawdzone podręczniki.

sobota, 6 września 2014

Moje języki obce

1. Angielski - był moim pierwszym językiem obcym. Zaczęłam się go uczyć, kiedy rodzice wysłali mnie na prywatne lekcje. Miałam chyba 7 albo 8 lat. Od razu polubiłam uczenie się języka obcego. Angielskiego zawsze uczyłam się chętnie i nigdy nie miałam przerwy w nauce. Na studiach germanistycznych przez 2 lata miałam angielski. Potem kontakt z językiem nie był już tak intensywny. Tutaj w Niemczech mam dużo okazji do mówienia po angielsku. Rozmawiam ze znajomymi Anglikami. Poza tym dbam o to, żeby nie zapomnieć. Oglądam filmy i seriale tylko w oryginalnej wersji i z angielskimi napisami. Dużo czytam po angielsku.

Zasadniczo zawsze uważałam i nadal uważam, że angielski jest trudniejszy od niemieckiego. Śmieszy mnie, kiedy ktoś mówi mi: "Niemieckiego jakoś nie łapię, nie mogę zapamiętać słów. Gdybym musiał uczyć się angielskiego, od razu bym wszystko zapamiętywał". Wtedy sobie myślę: "Wszystko jest ładnie na poziomie podstawowym, dopiero później angielski robi się naprawdę trudny". Każdy twierdzi, że zna angielski, bo nasłucha się piosenek w radiu. Kiedy czasami chcę porównać jakąś konstrukcję z niemieckiego z angielskim, to okazuje się, że się nie da, bo jednak ktoś nie zna angielskiego :) Ostatnio spotkałam kogoś, kto dziwił się, że "w" w angielskim nie czyta się jak "w" po polsku, a miał angielski w szkole. No cóż - mieć angielski nie znaczy umieć angielski. Najpierw trzeba się go nauczyć.

2. Niemiecki - był moim drugim językiem obcym. Zaczęłam się go uczyć w piątej klasie podstawówki. Pamiętam wtedy, że byłam bardzo rozczarowana, że moja klasa jako główny język obcy będzie mieć niemiecki, a nie angielski. Podobne były reakcje pozostałych osób z mojej klasy. Teraz się zastanawiam, skąd u dzieci w tym wieku są już stereotypy. Rodzice nie przekazali mi żadnych negatywnych stereotypów w stosunku do Niemców. Wręcz przeciwnie - mój tato przez jakiś czas pracował zagranicą, m.in. w Estonii, w USA, w Libii, w Rosji i właśnie w Niemczech. Nigdy nie opowiadał o Niemcach nic negatywnego. Podobnie mój dziadek, który w czasie wojny był aresztowany i przesłuchiwany przez gestapo, również nie przekazał mi stereotypów. Myślę jednak, że zakradły się one do mojej świadomości przy okazji oglądania telewizji czy słuchania radia. Od pierwszej lekcji bardzo polubiłam niemiecki i potem to już nigdy się nie zmieniło. Miałam szczęście trafić na wspaniałych nauczycieli. Już w podstawówce wiedziałam, że chcę studiować niemiecki i tak rzeczywiście się stało. Teraz czuję ten język czasami lepiej niż polski.

3. Hiszpański - z hiszpańskim miałam kontakt wcześniej niż z niemieckim, ale zaczęłam się go uczyć w gimnazjum. Już w podstawówce naoglądałam się w telewizji telenowel latynoskich i wtedy załapałam język. Chyba po dwóch lub trzech latach oglądania zaczęłam oglądać telenowele w oryginale i rozumiałam każde słowo. Kiedy byłam w gimnazjum, zaczęłam uczyć się hiszpańskiego sama i w zasadzie ten proces trwa do dzisiaj. Nie mogę powiedzieć, że się uczę. Raczej czasami biorę do ręki podręcznik i powtarzam jakieś wybrane zagadnienie gramatyczne. Po hiszpańsku wszystko rozumiem lepiej niż po angielsku, praktycznie tak jak po niemiecku. Dużo czytam w tym języku, ostatnio książkę Arturo Perez-Reverte. Często słucham muzyki po hiszpańsku i też wszystko rozumiem.

4. Fiński - uczę się od dwóch lat. Pierwszy raz miałam z nim kontakt, kiedy studiowałam na uniwersytecie w Bielefeld i już wtedy bardzo mnie zafascynował. Było to w 2008 roku. Fiński jest jednym z kilku najtrudniejszych języków świata. Deklinacja i koniugacja są bardzo rozbudowane. Słowa tak bardzo zmieniają swoje formy, że jeśli w zdaniu mamy słowo np. w dopełniaczu, to nie znajdziemy go w słowniku, gdyż forma tak bardzo różni się od mianownika. Jest wiele konstrukcji typowo fińskich, dlatego trzeba się również nauczyć myśleć po fińsku. Teraz jest dla mnie oczywiste, że nie kupuję w sklepie, tylko ze sklepu i że nie oglądam czegoś w Internecie, tylko z Internetu. Fiński mnie fascynuje, uczę się tych wszystkich końcóweczek bardzo dokładnie i sprawia mi to radość. Im dalej, tym wszystko jest bardziej logiczne.

5. Francuski - uczę się go od ponad dwóch lat. Najtrudniejszy język obcy, z jakim miałam do czynienia. Obiektywnie zapewne nie, ale dla mnie tak. Najgorsze jest to, że jest tyle wyjątków. Teraz postanowiłam dokładniej powtórzyć całą gramatykę. Uczyłam się już wszystkich czasów i trybów, ale muszę to wszystko poukładać w głowie. Wszystko jest dla mnie łatwe do zrozumienia, ale chcę usystematyzować wiedzę. W ostatnich miesiącach zauważyłam, że coraz lepiej zaczynam rozumieć francuskie piosenki.

W przyszłości chciałabym nauczyć się niderlandzkiego i może węgierskiego. Naukę niderlandzkiego chciałabym rozpocząć za około 3 lata, kiedy będę się czuć pewnie we francuskim i w fińskim.

A jakich języków obcych Wy się uczycie? Jakie macie w planach na przyszłość? 


środa, 3 września 2014

Fürst, Herzog oder Prinz?

Dzisiaj zajmę się kilkoma słowami, które na polski tłumaczone są identycznie, ale jednak nie można ich używać zamiennie.

1. der Fürst – książę. Słowo odmienia się według deklinacji słabej:

N. der Fürst
G. des Fürsten
D. dem Fürsten
A. den Fürsten

die Fürstin – księżna

Słowo „der Fürst“ od średniowiecza oznaczało osobę panującą, rządzącą z rangą po cesarzu lub królu. Najczęściej osoby z tym tytułem rządziły dosyć dużymi księstwami. Dlatego książę Albert II z Monako to po niemiecku „Fürst Albert II.”, a jego żona to „Fürstin Charlene”. Gdyby ktoś tytuł księcia Alberta przetłumaczył na niemiecki jako „Prinz Albert”, byłoby to błędem.


Fürst Albert II. und Fürstin Charlene

Również władca Liechtensteinu, czyli książę Hans-Adam II, nosi tytuł „Fürst”.


Fürst Hans-Adam II. und Fürstin Marie 

Zwroty:

wie ein Fürst leben – żyć jak książę
der Fürst dieser Welt – książę tego świata, czyli diabeł

2. der Prinz – tytuł księcia, który nie rządzi. Tak więc „der Prinz” może być synem osoby z tytułem „der Fürst”. Książę William to po niemiecku „Prinz William”. Słowo również odmienia się według deklinacji słabej:

N. der Prinz
G. des Prinzen
D. dem Prinzen
A. den Prinzen

die Prinzessin – księżniczka, księżna

3. der Herzog – książę. Tytuł wyższy niż „Fürst”, pomiędzy królem/cesarzem a władcą z tytułem „Fürst”. Tytuł ten jest obecnie tytułem np. władcy Luksemburga, czyli wielkiego księcia Henryka – „Großherzog Henri”.

die Herzogin – księżna 


Großherzog Henri und Großherzogin Maria Teresa 

Zdjęcia:



wtorek, 2 września 2014

Czego nie lubię w moim mieście?

Dzisiaj kolejna część z serii o mojej mieścince. Ogólnie bardzo ją lubię, inaczej bym tutaj tak długo nie mieszkała. Pewnie kiedyś się stąd wyprowadzę, ale będzie ciężko. Nie tak łatwo będzie opuścić te bajkowe krajobrazy.

Są jednak oczywiście także rzeczy, których nie lubię.

1. Turyści. Idą przez ulicę jak święte krowy, kompletnie na nic nie patrzą i uważają, że mają wszędzie pierwszeństwo. Większość, nie wszyscy oczywiście. Już niedługo nadejdzie jednak jesień i zima, czyli moje ulubione pory roku, to będzie spokój.

2. Wąskie uliczki, kiedy jest ruch uliczny. Zasadniczo uwielbiam te wąskie, jednokierunkowe uliczki, ale nie wtedy, kiedy przejeżdża ciężarówka. Możecie sobie wyobrazić, co wtedy się dzieje. Taki tir jedzie bardzo, bardzo powoli, bo musi się przeciskać przez te uliczki, a za nim ciągnie się sznur samochodów. Wtedy zawsze chce mi się śmiać, bo te samochody tak się snują, a ja wesoło pomykam sobie rowerkiem i omijam cały ten sznur :) Na rowerku żadne ciężarówki mi niestraszne. Obecnie jest budowany nowy most, ma być gotowy w 2016 roku. Zobaczymy, na ile rozładuje "ruch" w mieście.

3. Czasami nie lubię faktu, że miasto jest położone na lekkich wzniesieniach. Do niektórych obiektów w mieście trzeba się praktycznie wspinać, co jest denerwujące. Od ponad roku wspinam się tak do jednej z moich prac. Rowerem nie mogę tam dojechać, bo jest za stromo.

4. Przerwy obiadowej, bo nic nie można wtedy załatwić. W żadnym urzędzie.

5. Zmiennej pogody. Jest ona tak zmienna, że naprawdę nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Kiedy idę gdzieś na piechotę, to nigdy, ale to nigdy nie wychodzę bez parasola. Jest on integralną częścią mojego codziennego ekwipunku. Kiedy jadę rowerem, to w plecaku zawsze mam płaszcz przeciwdeszczowy. Pogoda jest tutaj niesamowicie zdradziecka. W jednej chwili niebo jest jasne, za moment całkiem ciemne. Tak jest prawie codziennie, przez cały rok. Nie ma opcji, żebym zapomniała niezbędnego ekwipunku.

6. Plotek. Miasteczko jest małe, wszyscy znają wszystkich. Już nieraz zdarzało mi się, że ktoś mnie zagadywał i wiedział dokładnie, kim jestem i gdzie pracuję, a ja nie miałam pojęcia, kim jest ta osoba. Poza tym krążą różne plotki. O sobie też słyszałam już wiele rzeczy, np. kto jest moim chłopakiem, chociaż nie mam chłopaka. Wystarczyło, że rozmawiałam na ulicy z sąsiadem i plotka już się rozniosła. Bardziej mnie to bawi niż denerwuje.

7. Czasami denerwuje mnie to, że zna się wszystkich. Teraz to już chyba znam z widzenia całe miasto. Wiąże się to z faktem, że na ulicy czy w sklepie zawsze spotka się kogoś znajomego, kto mnie zagadnie, a ja czasami nie mam na to ochoty. Z dwojga złego wolę jednak 1000 razy właśnie to niż anonimowość wielkiego miasta. W takim małym środowisku jest większa kontrola społeczna, co mi odpowiada.