wtorek, 2 września 2014

Czego nie lubię w moim mieście?

Dzisiaj kolejna część z serii o mojej mieścince. Ogólnie bardzo ją lubię, inaczej bym tutaj tak długo nie mieszkała. Pewnie kiedyś się stąd wyprowadzę, ale będzie ciężko. Nie tak łatwo będzie opuścić te bajkowe krajobrazy.

Są jednak oczywiście także rzeczy, których nie lubię.

1. Turyści. Idą przez ulicę jak święte krowy, kompletnie na nic nie patrzą i uważają, że mają wszędzie pierwszeństwo. Większość, nie wszyscy oczywiście. Już niedługo nadejdzie jednak jesień i zima, czyli moje ulubione pory roku, to będzie spokój.

2. Wąskie uliczki, kiedy jest ruch uliczny. Zasadniczo uwielbiam te wąskie, jednokierunkowe uliczki, ale nie wtedy, kiedy przejeżdża ciężarówka. Możecie sobie wyobrazić, co wtedy się dzieje. Taki tir jedzie bardzo, bardzo powoli, bo musi się przeciskać przez te uliczki, a za nim ciągnie się sznur samochodów. Wtedy zawsze chce mi się śmiać, bo te samochody tak się snują, a ja wesoło pomykam sobie rowerkiem i omijam cały ten sznur :) Na rowerku żadne ciężarówki mi niestraszne. Obecnie jest budowany nowy most, ma być gotowy w 2016 roku. Zobaczymy, na ile rozładuje "ruch" w mieście.

3. Czasami nie lubię faktu, że miasto jest położone na lekkich wzniesieniach. Do niektórych obiektów w mieście trzeba się praktycznie wspinać, co jest denerwujące. Od ponad roku wspinam się tak do jednej z moich prac. Rowerem nie mogę tam dojechać, bo jest za stromo.

4. Przerwy obiadowej, bo nic nie można wtedy załatwić. W żadnym urzędzie.

5. Zmiennej pogody. Jest ona tak zmienna, że naprawdę nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Kiedy idę gdzieś na piechotę, to nigdy, ale to nigdy nie wychodzę bez parasola. Jest on integralną częścią mojego codziennego ekwipunku. Kiedy jadę rowerem, to w plecaku zawsze mam płaszcz przeciwdeszczowy. Pogoda jest tutaj niesamowicie zdradziecka. W jednej chwili niebo jest jasne, za moment całkiem ciemne. Tak jest prawie codziennie, przez cały rok. Nie ma opcji, żebym zapomniała niezbędnego ekwipunku.

6. Plotek. Miasteczko jest małe, wszyscy znają wszystkich. Już nieraz zdarzało mi się, że ktoś mnie zagadywał i wiedział dokładnie, kim jestem i gdzie pracuję, a ja nie miałam pojęcia, kim jest ta osoba. Poza tym krążą różne plotki. O sobie też słyszałam już wiele rzeczy, np. kto jest moim chłopakiem, chociaż nie mam chłopaka. Wystarczyło, że rozmawiałam na ulicy z sąsiadem i plotka już się rozniosła. Bardziej mnie to bawi niż denerwuje.

7. Czasami denerwuje mnie to, że zna się wszystkich. Teraz to już chyba znam z widzenia całe miasto. Wiąże się to z faktem, że na ulicy czy w sklepie zawsze spotka się kogoś znajomego, kto mnie zagadnie, a ja czasami nie mam na to ochoty. Z dwojga złego wolę jednak 1000 razy właśnie to niż anonimowość wielkiego miasta. W takim małym środowisku jest większa kontrola społeczna, co mi odpowiada.

4 komentarze:

  1. myzle ze plotkowanie o to ze wszyscy sie znaja to domena kazdej malej miesciny ;) Jednak w Polsce to plotkowanie i wtracanie sie w kogos sprawy jest znacznie gorsze:tutaj ludzie na maksa potrafia sie bezczelnie wtracac w czyjes zmiany...dlatego wole anonimowosc wielkich miast ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że ludzie się wtrącają, ale tak już jest wszędzie. Nic się nie da na to poradzić.

      Usuń
  2. Plotki są wszędzie, nawet w wielkim, niby anonimowym mieście. Myślę, że życie w małej mieścinie ma tą przewagę, że pozwala czuć się bezpieczniej. Skoro ludzie nas znają i my ich znamy to teoretycznie czego mielibyśmy się bać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To racja. U mnie jest bardzo bezpiecznie. W nocy często spaceruję, bo nie ma się czego bać. Nic tu się nie dzieje oprócz czasami drobnych stłuczek czy kradzieży.

      Usuń