czwartek, 5 lutego 2015

Rasizm w Niemczech. Cz. 1

Dopiero teraz zaczynam spełniać życzenia Czytelników zamieszczone w dziale "Życzenia i opinie". No cóż, Magdaleno, lepiej późno niż wcale... Bardzo boli mnie to, że nie mam wystarczająco czasu na bloga, ale co zrobić, jeśli pracuję od 7 jakoś do 21, i tak od poniedziałku do niedzieli. Międzyczasie 1000 spraw do załatwienia, spotkań itd. Zaczęłam jednak przewartościowywać swoje życie. Zrobiłam pierwszy duży krok, a dajcie mi jeszcze pół roku, to wybuchnie tu bomba :)

Poruszę dzisiaj kwestię stosunku Niemców do obcokrajowców. Zaznaczam, że opiszę tu na razie moje doświadczenia, także przeżycia znajomych. Może ktoś inny ma zupełnie inne doświadczenia, ale ja tutaj ograniczam się do tego, co ja znam i nie wartościuję.

1) Stosunek Niemców do Polaków jest, jaki jest. Tania siła robocza, ot co. Tak jak już kiedyś wspominałam, jeśli ktoś nie wykonuje pracy fizycznej, to Niemcy się dziwią. W sumie ich rozumiem, bo do tego są przyzwyczajeni. Niezmiennie każdy się dziwi, że np. ukończyłam studia albo że znam angielski itp. Kiedyś spotkała mnie taka śmieszna sytuacja... W jednej z moich prac, jakie tu miałam, było na początku tak, że zachowywałam duży dystans do wszystkiego i do wszystkich. Tego nauczyło mnie życie. Niewiele się odzywałam, tylko robiłam swoje. Z tego wszyscy wywnioskowali, że nie znam niemieckiego. Rozmawiali przy mnie swobodnie o wielu sprawach, a ja spokojnie słuchałam i nie dawałam po sobie poznać, że rozumiem każde słowo. Miałam niezłą zabawę :) Nieraz strasznie się w duchu uśmiałam. Kiedy ktoś coś do mnie mówił, to prawie zawsze pytał: "Verstehst du?" Nawet jeśli to były tylko pojedyncze słowa.

2) Wiecie już z innych moich postów, że obcokrajowcy niechętnie uczą się niemieckiego. Sytuacja z ostatnich miesięcy, to było jeszcze na jesieni: zadzwonili do mnie z przedszkola po mojej stronie miasta. Nie wiem, skąd mieli moje dane, ale to miasto jest małe. Problem mają taki, że duża część dzieci to dzieci obcokrajowców, którzy nie znają niemieckiego. Nie można się z nimi dogadać, bo chęci do nauki też nie wykazują. Władze przedszkola chcą więc zorganizować kurs, który miałabym poprowadzić. No widzicie? To już Niemcy muszą się zastanawiać, co robić, żeby się we własnym kraju dogadać :) Ciekawa jestem, czy ten kurs wystartuje, bo nie wiadomo, czy znajdą się chętni do udziału, nawet za symboliczną opłatą. Powiedziałam, że moje wynagrodzenie może być symboliczne, bo liczy się dla mnie doświadczenie zawodowe. Teraz czekam na wynik starań :)

3) Jeśli miałabym odpowiedzieć na pytanie, czy w Niemczech jest rasizm, to odpowiedziałabym, że taki jak w każdym innym kraju. Powiedziałabym, że oczywiście są rasiści, ale jest to mała część społeczeństwa. Są Niemcy, którzy gardzą obcokrajowcami i niejeden z moich znajomych to odczuł, ja także. Nie będę tu opisywać niektórych sytuacji, bo są zbyt drażliwe, ale mogę powiedzieć, że czasami nie wiem, skąd bierze się taka niechęć. Na szczęście większość Niemców zdaje sobie sprawę z tego, że bez obcokrajowców ich gospodarka na pewno by tak dobrze nie prosperowała. Niemcy to ludzie zdystansowani, ale równocześnie otwarci, na pewno większość z nich.

4) Jeśli chodzi o islam, to nie powiedziałabym, że niechęć do muzułmanów jest taka jak we Francji. Ok, może we Francji nie jest taka duża, ale większa niż w Niemczech. To jednak w Niemczech są demonstracje Pegidy, o których jeszcze napiszę. To w Niemczech jest NPD. Mimo wszystko nie należy obawiać się islamizacji Niemiec. Do tego nie dojdzie, a dlaczego - napiszę kolejnym razem.

Następne części "Rasizmu w Niemczech":
*Pegida i obawy przed islamizacją
*NPD
*obcokrajowcy w NRD
*Gastarbeiter
*stosunek Niemców do kwestii obozów koncentracyjnych
*opinie niemieckich polityków, stanowiska partii politycznych

Czy są jeszcze inne kwestie, które Was interesują? 

19 komentarzy:

  1. Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy wybierają świadomie emigrację i na miejscu nie uczą się języka. Wraca potem taki jeden z drugim po kilku latach do ojczyzny i nawet nie umie pomóc swojemu dziecku w pracach domowych z podstaw języka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. Postaram się, aby kolejne też były ciekawe :)

      Usuń
  3. Ad 2.) a ten kurs to rozumiem dla dzieci różnych narodowości ? Jestem ciekaw czy pytali Cię o znajomość tureckiego ;-) (żart).
    Ciekawy wpis, czekam na kolejne może troszkę bardziej szczegółowe.

    PS. Mieszkasz już parę lat w Niemczech, zastanawiałaś się nad aplikowaniem o niemieckie obywatelstwo ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, kurs ma być dla rodziców. Dzieci sobie świetnie radzą :)

      To fakt, że mieszkam w Niemczech już długo, ale nie mam zamiaru starać się o obywatelstwo, bo uważam, że nie jest mi to do niczego potrzebne. Jako obywatelka UE mam takie same prawa jak Niemcy. Obywatelstwo niczego nie ułatwi.

      Usuń
  4. Bardzo bym chciała dowiedzieć sie czegoś więcej na temat Pani studiów. Czy rzeczywiście są one tak ciężkie jak to opisują studenci germanistyki? Czy to prawda, że wielu studentów juz na pierwszym roku rezygnuje, bo nie dają sobie rady, no i czy z poziomem B2 można w ogóle dac sobie rade na pierwszym roku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie studiowałem germanistyki, ale po wielu rozmowach ze studentami różnych kierunków to wszystkie studia wyglądają tak samo. Jak ktoś lubi i się interesuje kierunkiem który studiuje to jest mu łatwo, jak ktoś się minął z powołaniem to się męczy. Na każdym kierunku na pierwszym roku odpada dużo osób, ale to jest tzw naturalna selekcja, odpadają Ci co się minęli z powołaniem oraz Ci którym brakuje wytrwałości. Co do poziomu B2 to Magda niech się wypowie jako osoba bardziej kompetentna w tym zakresie ;-))

      PS. Anegdotka z życia. Profesor powiedział do studentów na spotkaniu organizacyjnym: "są dwa rodzaje studentów, zdolni, którzy muszą się bardzo dużo uczyć, oraz super zdolni, którzy nie muszą się uczyć wcale. Zdolni kończą studia zwykle po 3-5 latach (zależy od struktury studiów) a super zdolni po jednym góra dwóch semestrach ;-)))

      Morał studia nie są dla wybitnych tylko dla wytrwałych, a nasze wybory kreują naszą rzeczywistość.

      Pozdrawiam! S.

      Usuń
    2. Zgadzam się w 100%.

      Moim zdaniem silny poziom B2 wystarczy. Taki miałam, kiedy zaczynałam studia, a był na nich wysoki poziom i sobie bez problemu poradziłam. Studia germanistyczne były moją pasją, ale to fakt, że uczyłam się bardzo dużo. Jeśli ktoś nienawidzi literatury czy lingwistyki, to studia będą dla niego męczarnią. Ja wiedziałam, że to lubię i już za kilka lat mam zamiar zajmować się tylko tym.

      Usuń
    3. Też potwierdzam w 100% to co napisała Magda i stiepx. Od siebie dodam tylko, że germanistyka to (na uniwerku) NIE JEST kurs językowy. A jeśli jest, to trzeba się z takiej uczelni szybko ewakuować. Jest masa przedmiotów typowo akademickich, mało przydatnych poza murami uczelni. Z drugiej strony te studia uczą systematyczności i ciężkiej pracy, bo przeskoczenie z poziomu B1/B2 na C1/C2 do lekkich i łatwych nie należy ;). Ale jeśli lubi się to, co się studiuje, to oprócz ciężkiej pracy ma się ogromną satysfakcję. Studiowałam germanistykę, ale z perspektywy czasu wolałabym studiować lingwistykę, albo pójść do koledżu na specjalizację nauczycielską. Tam jest więcej języka i praktycznych zajęć.

      Usuń
    4. Ja zaś uwielbiałam wszystkie czysto germanistyczne przedmioty i nie żałuję niczego. Najbardziej lubiłam literaturę, ale wszystko inne też. Wszystko zależy od profilu studiów, na mojej uczelni było dużo praktycznych zajęć. Wszystko było dobrze zaplanowane.

      Jeśli chodzi o przedmioty mało przydatne poza murami uczelni, to mi się kiedyś też wydawało, że takie były. Teraz widzę jednak, że wcale nie, bo np. historia języka bardzo mi się przydaje na co dzień :)

      Usuń
    5. Miałam na myśli m.in przedmiot (nie pamiętam już jego nazwy), na którym uczyliśmy się, jak korzystać ze źródeł przy pisaniu pracy, albo w jaki sposób robić poprawnie przypisy. To samo np ze wstępem do literatury. Nie mówię, że to słabe przedmioty, ale z perspektywy czasu w ogóle w moim przypadku nieprzydatne.
      Historia języka jest akurat w moim odczuciu świetnym przedmiotem, to samo z np gramatyką opisową. Bardzo lubiłam językoznawstwo i kulturoznawstwo, ale u nas wiodło prym literaturoznawstwo. I o ile uwielbiam czytać, to omawianie wierszy i lektur, z których wtedy niewiele rozumiałam (I-II rok) było ciężkie. Z drugiej strony były osoby, które się w tym znakomicie odnajdywały. Ale właśnie były też takie, które po pierwszym semestrze przenosiły się na zupełnie inny kierunek.

      Usuń
    6. Też miałam zajęcia dotyczące pisania prac. Prowadził je Niemiec, który nic nie wiedział o studiach w Polsce. Na początku semestru powiedział nam, że musimy napisać "Hausarbeit", a w ogóle nie wytłumaczył, co to tak naprawdę jest. Dowiedziałam się tego dopiero, kiedy studiowałam w Niemczech. On nawet nie założył, że na polskich uczelniach coś może być inne niż w Niemczech...

      Usuń
  5. Czekam na dalsze części. To niesamowite dowiadywać się coraz to nowych rzeczy na podstawie Twoich doświadczeń i spostrzeżeń. Zawsze mam wrażenie, że piszesz prawdziwie, bez sztucznej poprawności politycznej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest inaczej, jeśli pisze się o własnych doświadczeniach :)

      Usuń
  6. Rasizm jest tak naprawdę w każdym kraju. Nie ma takiego państwa, gdzie ten rasizm nie występuję, powiedzmy sobie szczerze. Zawsze znajdzie się grupka osób, która postawi sobie za cel prześladować ludzi innych narodowości lub innego koloru skóry. Bardzo fajnie, że opisujesz to tak, jak sama to widzisz. Niektórzy ludzie wymądrzają się tylko po słowach osób trzecich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że tak jest. Rasizm jest absolutnie wszędzie. Sama go doświadczyłam i jeszcze czasami doświadczam, niestety.

      Usuń
  7. W Niemczech nie jest najgorzej jeśli chodzi o rasizm. We Francji jest gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  8. tak mam pytanie, czy pojawi się druga cześć tego wpisu? http://niemiecki-po-ludzku.blogspot.com/2014/09/dlaczego-tylko-niewielu-zbrodniarzy.html

    OdpowiedzUsuń