sobota, 14 lutego 2015

Rasizm w Niemczech. Cz. 2. Islamizacja?

Może niektórzy z Was słyszeli o protestach przeciwko islamizacji w Dreźnie, które odbywają się od jakiegoś czasu. W wiadomościach głównych stacji telewizyjnych, ARD i ZDF, nazwa "Pegida" pada prawie codziennie.

Drezno stało się centrum antyislamskiego ruchu Pegida. Można by się zastanawiać, dlaczego akurat to miasto. Dlaczego akurat tam zaczęto tak otwarcie wyrażać niechęć nie tylko do muzułmanów, ale ogólnie do obcokrajowców?

Pegida to skrót od nazwy "Patriotische Europäer gegen die Islamisierung des Abendlandes" - "Patriotyczni Europejczycy przeciwko islamizacji Zachodu". Pierwsza demonstracja Pegidy w Dreźnie odbyła się 20 października 2014, od tego czasu odbywają się one regularnie.

Za założyciela Pegidy uchodzi Lutz Bachmann, który 11 października 2014 założył na Facebooku grupę o takiej nazwie.

W ostatniej demonstracji, 25 stycznia, wzięło udział 17.000 osób. Tydzień wcześniej demonstracja została zabroniona przez władze miasta ze względu na zagrożenie zamachem terrorystycznym.

Szef niemieckiego MSZ, Frank-Walter Steinmeier, już wielokrotnie wypowiadał się na temat Pegidy. Został poproszony o opinię m.in. przez dziennikarzy podczas swojej wizyty w Algierii i wyraźnie zaznaczył, że nie można utożsamiać organizacji z Niemcami, bo jest to kraj otwarty na świat.

"Nic nie odnosi takiego sukcesu i nie jest tak kuszące jak sam sukces. Kiedy zaczyna się taki ruch niepozornie i staje się on coraz silniejszy, to ma to pewną atrakcyjność i przyciąga myślących podobnie. Można to dobrze zobaczyć w rozwoju Pegidy". 

słowa profesora Hansa Vorländera, politologa na TU Dresden 

Drezno jest miastem znanym z protestów i demonstracji. Jest również miastem nierówności społecznej - co piąte dziecko żyje tu w biedzie. Żyje tu wielu ludzi, którzy czują się odepchnięci i niesprawiedliwie traktowani, nie mają poczucia bezpieczeństwa. Drezno jest miastem bardziej konserwatywnym niż inne miasta na wschodzie Niemiec. W Dreźnie i jego otoczeniu społeczne zmiany ostatnich 25 lat są szczególnie intensywnie odczuwalne - nie tylko pod względem ekonomicznym, ale i społecznym. Zbiór tych wszystkich czynników przedstawia dla Pegidy doskonały obszar oddźwięku. 

Do tego doszło przyjmowanie przez Niemcy setek tysięcy azylantów oraz polityka imigracyjna kraju. 

Drezno zapewne jeszcze długo będzie walczyło ze skutkami działań Pegidy, opinia miasta na wiele lat będzie zrujnowana. Wrogość wobec obcokrajowców jest coraz większa i coraz częściej wyrażana otwarcie, jak wielu z nich potwierdza. Działania Pegidy spowodowały, że wielu ludzi zaczęło mówić głośno o tym, o czym do tej pory tylko myślało. 

Z opublikowanego w ub. piątek (19.12.) reprezentacyjnego sondażu YouGov wynika, że 45 proc. mieszkańców Niemiec zachodnich i 41 proc. Niemiec wschodnich uważa ruch "Pegida" za prawicowy lub radykalnie prawicowy. Jednocześnie 36 proc. respondentów ze wschodnich Niemiec i 33 proc. z zachodnich krajów związkowych uważa za słuszne, aby protestami wytykać błędy w polityce azylowej państwa i zaprotestować przeciwko islamizacji kraju.

Źródło:
Antyislamski ruch Pegida dzieli Niemcy

Warum ausgerechnet Dresden?

Kilka tygodni temu widziałam w wiadomościach - jak zwykle na ARD lub ZDF - reportaż o pozornej islamizacji. Czy należy jej się obawiać? Specjaliści wypowiadali się jednoznacznie: nie należy obawiać się islamizacji Zachodu, ponieważ młode pokolenie żyje inaczej niż jego rodzice. Młodzi ludzie studiują, także kobiety. Sama pamiętam, że kiedy studiowałam na uniwersytecie w Bielefeld, to było tam też bardzo dużo muzułmanek. Młodzi ludzie nie będą mieć tylu dzieci co ich rodzice. Widać, że są zasymilowani, wszystko w pozytywnym sensie. Wiadomo, że są wyjątki, ale nie na tyle znaczące, aby obawiać się islamizacji. Młodzi muzułmanie nie są przywiązani do tradycji tak bardzo jak ich rodzice.

Myślę, że Pegida zacznie powoli tracić zwolenników. Myślę też, że zdecydowana większość Niemców nie jest wroga wobec obcokrajowców, ale wiadomo, że takie protesty są głośne, więc o nich się cały czas mówi. Z drugiej strony rozumiem też złość niektórych Niemców na politykę kraju, a raczej UE, wobec azylantów. W zeszłym roku Niemcy przyjęły do siebie setki tysięcy uciekinierów np. z Syrii czy Iraku. Są organizowane dla nich miejsca pobytu. I w sumie nie dziwi mnie zadawane przez wielu Niemców pytanie: dlaczego akurat Niemcy? A gdzie są inne kraje UE? Nie jest tak, że one nic nie robią, ale najwięcej robią właśnie Niemcy jako słynne państwo socjalne. Wystarczy powiedzieć, że w pierwszej połowie 2014 roku w Niemczech 94.200 osób złożyło wniosek o azyl. Niemcy zajęły miejsce pierwsze, a drugie Szwecja z 41.250 wnioskami, czyli ponad połową mniej. Miejsce trzecie zajęła Francja z 36.680 wnioskami.

Asylbewerber in Europa

10 komentarzy:

  1. Dziękuję za umieszczenie tak ciekawego i wartościowego tekstu ;-)

    Utwierdziłem się w moim przekonaniu, że problemem jak zwykle jest socjal. Jak przeciętny Niemiec widzi, że na mieszkanie i stosunkowo przyzwoity poziom życia musi pracować wiele lat, a przyjeżdża jakiś kolorowy i dostaje z góry, z przydziału mieszkanie i zasiłek to zastanawia się "O co chodzi? Czy ja nadal jestem u siebie?". Azylanci to ludzie z ciężką przeszłością i traumatycznymi przeżyciami, nic dziwnego, że ciężko im się asymilować. Jednakże polityka państwa nie zawsze im w tym pomaga.

    W każdym razie moim zdaniem największą krzywdę ludziom, zarówno obywatelom danego kraju jak i azylantom robi socjal. Po wielu przemyśleniach na ten temat doszedłem do wniosku, że każda forma rozdawania ludziom pieniędzy za darmo bez żadnych zobowiązań jest wypaczeniem. Uczy lenistwa, bumelanctwa i skłania do roszczeniowej postawy wobec państwa i społeczeństwa. Wydaje mi się, że zamiast rozdawania wszelkich zasiłków lepiej byłoby wydawać pieniądze na inwestowanie w ludzi. Finansowanie (najlepiej w jakiejś formie pożyczki, choćby zwrotnej w jakiejś części) wykształcenia dla azylantów, imigrantów, ale również obywateli, którzy muszą się dokształcić lub zmienić zawód. Bo jak człowiek ma zawód, to ma prace, ma prace to ma zajęcie i nie przychodzą mu głupoty do głowy, ma pracę to ma pieniądze i nie musi żebrać. A jak coś się dostaje za darmo to się nigdy tego nie szanuje, szacunek ma się do tego co kosztowało nas dużo wysiłku. Prosty schemat, azyl i godne warunki życia za wykonywanie pracy, nie za darmo.

    Także inwestycji w ludzi mówię TAK, inwestycji w socjal mówię NIE ;-)

    Myślę, że to problem dotyczący nie tylko Niemiec, ale wszystkich krajów rozwiniętych. No może z wyjątkiem Polski, u nas zasiłki są na tyle niskie, że imigranci omijają szerokim łukiem tę zacną dolinę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zdania, że pomoc socjalna zawsze musi być, ale wszystko powinno mieć też swoje granice. Nie powinno być tak, że ludzie długimi latami żyją tylko z tego. Sama znam takie przypadki... Niemcy to "Sozialstaat", z tego słynie i wielu ludzi przybywa tu tylko dlatego.

      Usuń
    2. Zgodzę się z Tobą tylko częściowo. Moim zdaniem pomoc socjalna należy się tylko tym naprawdę potrzebującym jak np. osoby mocno schorowane, niepełnosprawne, które nie tyle samodzielnie, ale nawet z pomocą nie są w stanie sobie radzić w życiu. Każdy kto jest zdolny do pracy powinien pracować. System powinien wspierać w taki sposób by ludzie byli w stanie stać się niezależni od socjalu. Ciężko jest czasem wyznaczyć granicę gdzie kończy się pomoc, a zaczyna wyręczanie (we wszystkim, także w nauczaniu)

      Wiem, że to utopijne bo nigdzie na świecie nie jest idealnie, każdy system generuje swoje patologie (kraje starej UE - nieroby i socjalobiorcy ; Japonia - chora ambicja i pracoholizm) ale to jest tak jak z tym powiedzeniem:
      "Daj mi rybę to ją zjem i nie będę głodny. Daj mi wędkę to będę sam łowił ryby i już nigdy nie będę głodny."

      A jak się tylko ciągle daje ludziom te ryby... to państwo staje się zbyt opiekuńcze i zaczyna traktować obywateli jak małe dzieci, to i z czasem obywatele zaczynają się zachowywać jak małe dzieci.

      Usuń
    3. Pisząc, że pomoc socjalna zawsze musi być, miałam na myśli to, że w każdym kraju powinna być. Zgadzam się z Tobą w 100%. Niestety trudno jest dopilnować wszystkich przypadków, bo niektórzy robią wszystko, żeby nie pracować i trudno jest to kontrolować. Sama znam takich ludzi.

      Usuń
    4. Socjal w Niemczech i Europie Zachodniej to temat rzeka. Nie rozumiem, dlaczego jest tak nierozsądnie przyznawany. Dlaczego kilka mądrych głów się nie zebrało i nie ogarnęło tej kuwety. Mam wrażenie, że na szeroko pojętym Zachodzie dzieci (?) stały się walutą - wystarczy ich narobić, a nie trzeba robić nic więcej, można żyć z socjalu i tego co państwo da. Nie wiem, jak to dokładnie wygląda w Niemczech, ale tu, w Szkocji, nie trzeba wiele, aby dostać mieszkanie od państwa, są tu nawet dopłaty za...posiadanie psa! (nie wiem, tylko jakie warunki trzeba spełnić, bo mam koty :P). Z drugiej strony mamy jednak takie sensowne działania jak brak podatku na podstawowe produkty spożywcze i bardzo wysoka (szczególnie w porównaniu do Polski) kwota wolna od podatku. Magda, orientujesz się, jak to wygląda w Niemczech?
      Socjal to jedno, ale źle postrzegana poprawność polityczna to drugie. Jestem za równością wszystkich ludzi, nie ważne czy ktoś modli się do jakiegoś boga, czy nie, wszyscy powinni być traktowani na równi, a nie jak święte krowy. Żeby nie wolno było do końca świata zburzyć meczetu? Żeby za pójście za głosem serca i sprzeciw wobec małżeństwa karano śmiercią? Wiem, że to nie reguła i jest wielu muzułmanów bardzo w porządku, ale jak się słyszy takie historie to krew człowieka zalewa.
      Jeszcze odnośnie Drezna - czy to nie jest paradoksalnie dosyć biedne miasto? To przecież chyba w Saksonii neonaziści dostali się do Landtagu, czyż nie? Jak ludzie są biedni, to obwiniają wszystkich dookoła, szukają kozła ofiarnego. W tym kontekście akurat mnie nie dziwi, że największe protesty odbywają się akurat w tym mieście.

      Usuń
  2. Na początek witam Pani Magdo i dziękuję za prowadzenie bloga, zawsze z ciekawością śledzę nowe wpisy. Jednak jeśli chodzi o ten temat, to mam odmienne zdanie.
    Po pierwsze Pegida nie jest przeciwko obcokrajowcom, ponieważ oni sami są jej częścią. Od początku czynny udział bierze Holender Ed, tydzień temu przemawiała Rosjanka, a Lutz przeczytał list od 85-letniego, żydowskiego małżeństwa z Hannoveru, którzy przeżyli holokaust, z podziękowaniami za odwagę demonstrowania przeciw muzułmanom, którzy w ubiegłym roku wyszli na ulice Niemiec i skandowali m.in. "Juden ins Gas" oraz "Adolf Hitler". Czarnoskórych obywateli wśród Pegidy również można spotkać, o czym wspomniał kiedyś w swoim przemówieniu jeden Francuz. Swego czasu Lutz dziękował za obecność i wsparcie "polskim przyjaciołom", a powiewające flagi Czech, Rosji czy Izraela nie należą do rzadkości.

    Początek Pegidy wziął się od protestu przeciwko wysyłaniu broni dla kurdyjskiej organizacji PKK, która uznana jest za terrorystyczną. Usłyszeć o tym można w wywiadzie z panem Bachmannem.

    Jednym z głównych problemów, które porusza Pegida jest sprawa uchodźców. Demonstrujący żądają przestrzegania obecnego prawa i postanowień Konwencji Genewskiej. 70% wniosków o azyl w Niemczech w ubiegłym roku były bezpodstawne, jednak tylko znikoma liczba osób, których wnioski zostały odrzucone, zostały wydalone z kraju.
    Obecnie w Niemczech przebywa nielegalnie ponad 600 tysięcy osób nie mających prawa do azylu.
    Liczba wniosków w ubiegłym roku przekroczyła 200 tysięcy, w 2015 liczbę tę szacuje się na 300 tysięcy.
    W samym styczniu tego roku zostało złożonych prawie 22 tysiące wniosków, o 73% więcej niż rok temu.

    Prasa i media - m.in. przytaczane przez Ciebie ARD i ZDF - słusznie zapracowały sobie na określenie Lügenpresse. Jednostronne relacje nazywające zaniepokojonych obywateli nazistami, manipulacje liczbami oraz wypowiedziami demonstrantów, a szczytem był wywiad w państwowej telewizji NDR z dziennikarzem RTL (byłym już) Felixem Reichsteinem, który podszył się pod demonstranta i starał się swoimi wypowiedziami w złym świetle przedstawić Pegidę.
    Gdy już wyszła na jaw jego tożsamość, oczywiście zaprzeczył, że w rzeczywistości ma takie poglądy jak w wyżej wspomnianym wywiadzie. Zgodnie z podanymi przez niego informacjami wcześniej pracował już dla NDR.
    Media również chętnie wykorzystały śmierć uchodźcy Khaleda w Dreźnie, sugerując, że ma ona związek z Pegidą. Odbył się nawet marsz lewackich organizacji z transparentami "Rasizm ponownie zabija". Jak się później okazało, został zamordowany przez swojego współlokatora - innego uchodźcę z Erytrei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cz. 2

      Wspominałaś o tym, że demonstracja w Dreźnie została zabroniona ze względu na ryzyko ataku terrorystycznego. Nie wiem na ile ma to pokrycie z rzeczywistością, gdyż tydzień temu została zakazana demonstracja w Lipsku z powodu niewystarczającej liczby policjantów, aby ochronić demonstrantów przed Antifą. Zastanawiające, że Oberbürgermeister (nadburmistrz?) Lipska, pan Burkhard Jung (SPD), nie zakazał po prostu kontrdemonstracji. Zgodnie z mottem Pegidy - Gewaltfrei und vereint gegen Glaubenskriege auf deutschem Boden - z reguły agresja podczas demonstracji wychodzi nie od samej Pegidy, lecz od tzw. "Szerokiego sojuszu" - czyli kontrdemonstracji wspieranej przez Antifę, wszystkie partie z Bundestagu, związki zawodowe, kościoły katolickie i ewangelickie, uczelnie, szkoły.

      To nie Pegida dzieli niemieckie społeczeństwo jak twierdzi Deutsche Welle w przytoczonym artykule, lecz m.in. pani kanclerz, która w swojej noworocznej mowie, po 25 latach od zjednoczenia Niemiec, zabrania przyłączania się do demonstrujących, którzy "są przeciw osobom z innym kolorem skóry, a sami mają w sercu zimno i nienawiść". Zielony Cem Özdemir określa obywateli jako "Mischpoke" oraz "Nazischweine", a minister sprawiedliwości, Heiko Maas (SPD), jako "wstyd dla Niemiec". Ta właśnie skandaliczna arogancja stała się jednym z impulsów dla normalnych obywateli, aby wyszli na ulice. Politycy zapomnieli czym jest demokracja oraz, że zostali wybrani, aby służyć społeczeństwu i słuchać ich trosk, a nie traktować jak poddanych i oczerniać i dyskredytować tych, co mają inne, niż narzucane przez nich, zdanie. Polityków nie interesują jakie problemy i nieprawidłowości wskazuje Pegida, lecz [url=http://www.gruene-fraktion-bayern.de/termine/was-tun-gegen-pegida-wie-wir-demokratie-und-solidaritaet-staerken-koennen]jak zwalczyć głosy niezadowolenia[/url].
      Państwo nie żałuje środków, aby przekonać do swoich racji. Pani burmistrz Drezna, Helma Orosz (CDU), przyznała, że koszt koncertu przeciw Pegidzie wyniósł 105 tysięcy euro. To, jak politycy i media reagują na pokojowe demonstracje obywateli przeciwko radykalnemu islamowi i nadużywaniu prawa do azylu, zaczyna coraz bardziej przypominać dyktaturę niż demokrację.

      Antifa również z czegoś jest utrzymywana, i w razie potrzeby, spuszczana ze smyczy. To od tej antyniemieckiej, asocjalnej, nie akceptującej innej opinii organizacji wychodzi przemoc podczas pochodów. Hasła "Nie wieder Deutschland", "Deutschland ist scheiße", stwierdzenie, że na Niemcy, a w szczególności na Drezno, spadło za mało bomb czy obrzucanie demonstrantów petardami, to dla nich chleb powszedni.

      Usuń
    2. cz. 3

      "Pozorna" islamizacja oraz "samozwańczy" patrioci - to pojęcia, w których lubuje się państwowa telewizja. Islamizacja w Europie Zachodniej ma się dobrze i postępuje pod płaszczem "poprawności politycznej". Jakakolwiek krytyka islamu jest od razu określana jako rasizm, co doskonale obrazuje przykład Pegidy. Niestety dzieci osób, które przyjechały z krajów muzułmańskich, nie raz przeciwnie do swoich rodziców, radykalizują się i odrzucają kulturę Zachodu. Konwertyci jak Pierre Vogel czy Sven Lau mogą bez większych problemów wygłaszać swoją niechęć do "niewiernych", a ten drugi nawet zorganizował w Wuppertalu patrole "Scharia Polizei". Objawem radykalizacji jest również liczba osób, które wyjechały z Europy do Syrii, aby utworzyć państwo islamskie, w którym właśnie ma panować prawo szariatu. Część tych osób, wyszkolonych tam, wróci lub wróciła już z powrotem do Europy. Verfassungsschutz otwarcie przyznał, że brakuje im ludzi do ciągłej obserwacji takich osób. Niedawne zamachy we Francji, czy wczorajszy w Danii są tego przykładem.
      Zakazy wieprzowiny w szkolnych stołówkach, budowa meczetów wraz z minaretami, powstawanie równoległych społeczeństw w dzielnicach większych miast, uwzględnianie pochodzenia kulturowego przy orzekaniu wyroków czy tzw. "Ehrenmorde" (choć nie wiem co wspólnego ma honor z zamordowaniem własnego dziecka), to wszystko to są objawy islamizacji. Nie tak dawno można było przeczytać o brutalnym morderstwie ciężarnej dziewczyny w Berlinie. Ojciec dziecka, z pochodzenia Turek, dźgnął ją nożem w brzuch, a następnie oblał benzyną i podpalił, gdy jeszcze żyła. Takie same metody, jakie niedawno zastosowali terroryści IS wobec jordańskiego pilota.
      Oczywiście są osoby, które pochodzą z muzułmańskich krajów i są świetnie zintegrowani. Osobiście poznałem uchodźcę z Afganistanu, paru Turków czy Afrykanów, którzy szanują tutejsze prawa i zwyczaje. Trzeba takie osoby wspierać. Hamed Abdel-Samad, Necla Kelek, Ahmad Mansour czy choćby niemiecki Żyd polskiego pochodzenia - Henryk Broder. Takich ludzi potrzebuje ten kraj, gdyż tylko oni mogą, bez natychmiastowego przyklejenia łatki nazisty, nazywać rzeczy po imieniu i starać szukać rozwiązania owych problemów. Chętnie powtarzana regułka - "Das hat nichts mit dem Islam zu tun" - wszystko tylko pogarsza.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    3. Myślę, że nie minęłam się tu z prawdą, bo chodzi przecież o islamizację, a nie o obcokrajowców. Co do mediów, to napisałam tylko, co one twierdzą, a już innym jest kwestia, czy to prawda, czy nie.
      Co do polityków, to ma Pan zapewne rację. Zgadzam się z tym, że niemiecka polityka wobec uchodźców nie jest idealna i że wielu Niemców nie jest z tego zadowolonych.
      Jeszcze co do islamizacji, to kraje takie jak Francja albo Wielka Brytania mają przecież podobne problemy. Racja, że wielu młodych ludzi przyłącza się do IS, ale nadal jest to mały odsetek. Argumenty, jakie podałam, są moim zdaniem w tym momencie słuszne, ale dopiero przyszłość pokaże, co będzie.

      Usuń
  3. Jeszcze tylko 2 małe wtrącenia - każdy patrzy w pierwszej kolejności na siebie. Niemcy to duży kraj, ale te mniejsze borykają się z podobnymi problemami. W Szwajcarii największym obciążeniem dla społeczeństwa (nie tylko pod względem finansowym) są również azylanci. Zdaje się, że głównie z byłej Jugosławii, choć tu nie dam sobie ręki obciąć. A po drugie - czy zapomnieliśmy już jaki nieprzebrany strumień "uchodźców" przyjmują do siebie Włochy z Afryki? I jak myślicie, ci ludzie biorą się do pracy, jeśli państwo im wszystko podtyka pod nos?

    OdpowiedzUsuń